A oto mój bagaż podróżny 😉

Magia pakowania

Było o Malezji, było o Chinach, a dzisiaj będzie o „sztuce” pakowania. Szczerze mówiąc nie lubię się pakować i zawsze odkładam to na ostatnią chwilę. Każda podróż jednak czegoś uczy, co pozwala po latach oswoić każdą walizkę. Gdy kilkanaście lat temu zaczynałam swoje podróżnicze przygody, o pakowaniu wiedziałam tyle, co nic. Tata zawsze mówił, że starczy jedna para szortów, jedna para spodni, kilka koszulek i już. Muszę przyznać, że sztukę pakowania ma opanowaną do perfekcji i jest gotowy na każdą okazję. Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja z moją mamą. Owszem, potrafi spakować się do jednej walizki, ale ma kilkanaście rzeczy więcej, przez co jej „toboły” są zawsze znacznie cięższe. A ja? No cóż, w zależności od tego jaka to podróż, pakuję się inaczej. Na przykład przez wiele lat, jadąc gdzieś samochodem, wychodziłam z trochę głupiego założenia, że można do niego wrzucić wszystko, bez żadnych ograniczeń. Efekt – z większości ze spakowanych rzeczy nie korzystałam, o czym przekonałam się wielokrotnie, znajdując zalegające na dnie walizek, elegancko złożone rzeczy, których ani razu na miałam na sobie. Z kolei jeżdżąc ostatnio do Azji uświadomiłam sobie, że: po pierwsze, lżejszy plecak na karku to milsza i dużo łatwiejsza podróż; po drugie, wszędzie na świecie istnieją pralnie, a w krajach azjatyckich są tanie jak barszcz; a po trzecie za granicą ludzie również noszą ubrania więc zawsze można kupić sobie coś nowego. Odkrywcze, prawda?
No dobrze, ale wracając do sedna. Mamy już gotowy plan podróży, a plecaki czy walizki czekają w kącie na załadunek. Do roboty. Spakowanie walizki to przygoda sama w sobie. Lepiej to brzmi niż jest w rzeczywistości.
Po pierwsze: musimy zastanowić się, czy nasza podróż to przygoda, podczas której musimy sami zapewnić sobie transport, przeładunek itd., czy może zorganizowany wypad, podczas którego uśmiechnięty organizator wszystko załatwia za nas. W tym drugim przypadku jest o tyle łatwiej, że do walizki możemy wrzucić parę ekstra rzeczy – drobnych fanaberii w postaci pary wieczorowych szpilek czy torebki pasującej do koktajlowej sukienki. Na samodzielne wyprawy polecam plecak. Od piętnastu lat mam ten sam, zielony, który kupiłam w Decathlonie i który do dnia dzisiejszego sprawdza się idealnie. Dokupiłam do niego jedynie pokrowiec przeciwdeszczowy, z którego nigdy jeszcze nie korzystałam, ale z racji tego, że jest malutki, nie zajmuje dużo miejsca. Jeśli chodzi o walizkę, z którą można podróżować zarówno w trybie indywidualnym jak i zorganizowanym, to proponuję wybrać model lekki, solidnie wykonany, z szyfrowym zamkiem i z dobrze obudowanymi kółeczkami, które nie odpadną po pierwszym wrzuceniu walizki na taśmę przez obsługę lotniska. I tu moja prywatna sugestia. Rzeczy zawsze pakuję w reklamówki i grupkami, to znaczy oddzielnie bluzki, spodnie, spódnice, bielizna. To tak na wypadek, gdyby mój bagaż uległ nagłemu zniszczeniu lub zamókł, jadąc na dachu busa podczas nagłego oberwania chmury. Co ważne, to na czas lotów przesiadkowych z punktu A do punktu B a później C, warto swój bagaż zafoliować na lotnisku. Jest to nie tylko dodatkowe zabezpieczenie, ale i ubezpieczenie  przed nieuprawnioną ingerencją osób trzecich. Na Okęciu znajduje się jeden taki punkt, a koszt ofoliowania to rząd 50 zł. Oczywiście można bagaż zafoliować samemu w domu, ale nie ma wówczas ubezpieczenia. Pamiętajcie też o tym, że bagaż podręczny to nie druga waliza, którą można upchnąć w kokpicie. Ma ścisłe określone wymiary i ciężar. Żyjemy w XXI wieku i lecąc gdzieś na dwa dni (w celach turystycznych lub zawodowych) warto wybrać bagaż podręczny, posiadający nie tylko odpowiednie miejsce na ubrania, ale również na nieodzowne cuda techniki, takie jak laptop lub tablet.
Po drugie: ilość zabieranych rzeczy zależy nie tylko od warunków klimatycznych miejsc, w które się udajemy, ale też od długości naszej wyprawy. Wiadomo, że znacznie mniej ciuchów potrzebujemy na jeden tydzień, a znacznie więcej na trzy. Inaczej się spakujemy na objazd sześciu stolic Europy w trzy dni, a inaczej na zwiedzanie Wietnamu szlakiem Cho Chi Minh’a w porze deszczowej. Przykładowo, gdy udaję się do ciepłych krajów zabieram: dwie pary spodni długich – cienkie jeansy i spodnie materiałowe, dwie pary szortów, trzy spódnice w tym jedną długą, dwie sukienki w tym jedną nadającą się na niespodziewany elegancki wieczór przy drinku, kilka bluzek, sweter, cienką kurtkę. No i oczywiście dwa stroje kąpielowe, niezbędne kosmetyki, mini apteczkę, skarpetki, bieliznę, piżamę, szybko schnący ręcznik oraz trzy pary butów – trampki, sandały i klapki. Tyle butów spokojnie wystarcza, chyba że celem naszej eskapady jest Międzynarodowy Festiwal Butów w Malezji, który w tym roku już się odbył, a który może być całkiem fajną sprawą dla wszystkich fanów obuwia. Na festiwalu swoje stoiska mają zarówno znani projektanci, jak i butikowi szewcy, którzy szyją obuwie pod indywidualne zamówienia. Wracając jednak do pakowania. Aby mieć więcej miejsca można np. skarpetki włożyć w buty. Tym sposobem zaoszczędzamy przestrzeń, jednocześnie dbając o odpowiedni profil naszego obuwia. Ot i cały bagaż. Zapomniałam jeszcze o chuście, którą można zarzucić w razie potrzeby na ramiona, zapleść wokół bioder lub artystycznie udrapować na głowie. Najważniejsze, aby wszystkie ubrania były wykonane z naturalnych tkanin, najlepiej z bawełny i były zgrane kolorystycznie, dzięki czemu będzie można je dowolnie łączyć. Co do męskiego zestawu podróżniczego, to z tego, co udało mi się podejrzeć u mojego męża, to dla niego najważniejsza jest linka na suszenie rzeczy w pokoju, latarka i scyzoryk. Co do bagażu podręcznego to ja mam plecak z aparatem i przewodnikiem, a Maciek saszetkę na pasku z dokumentami, kartami i drobnymi pieniędzmi.
Po trzecie: czasem w podróży przydaje się własny zestaw muzyczno – analogowy, który zawsze należy mieć pod ręką. Podobnie jak telefon – przed wyjazdem warto sprawdzić usługi operatorów, bo można załatwić sobie połączenia telefoniczne przez internet i nie martwić się o rachunki za odbyte rozmowy.
Po czwarte i ostatnie: oddając się szaleństwu zakupów orientalnych pamiątek warto pomyśleć o wizycie na lokalnej poczcie i sprawdzić koszt ceny nadania paczki do naszego cudownego kraju. Decydując się na ten krok pamiętajmy jednak o tym, że wysłany pakunek może być w domu przed nami. W związku z powyższym warto go nadać do rodziców, teściów lub uczynnych przyjaciół….

A oto mój bagaż podróżny 😉

A oto mój bagaż podróżny 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *