Madera 2008 rok, widok z kolejki linowej.

Kolejkowy zawrót głowy

MADERA

Przed moimi oczami rozpościerał się widok, jak z wakacyjnej pocztówki. Szpaler zielonych wzgórz, wysokie, strome klify i granatowe, niebezpieczne wody Atlantyku. Czego chcieć więcej? Kwitnące kwiaty, plantacje bananów, soczyste owoce i krajobrazy zapierające dech w piersi. Po prostu – Madera.

Madera 2008 rok, widok z kolejki linowej.

Madera 2008 rok, widok z kolejki linowej.

W głowie mi się kręci, gdy patrzę w dół. Stoję na skraju przepaści i z niedowierzaniem słucham starszego pana w okularach niczym denka od słoików, odpowiedzialnego za uruchomienie kolejki linowej, prowadzącej na sam dół po zboczu pionowej ściany.
Proszę się niczym nie przejmować i cieszyć widokami – mówi z uśmiechem, zapraszając nas jednocześnie do środka gondoli.
Patrzę niepewnie na Maćka i mam nadzieję, że podziękuje panu za tę niezwykłą propozycję  popełnienia samobójstwa na Maderze, i że pozwoli nam spokojnie wycofać się do samochodu. No dalej, mów, że nie jesteśmy zainteresowani… Czekam, ale zamiast zbawiennych słów mój ślubny wsiada do wagonika kolejki.
Nienawidzę momentu wejścia do gondoli, która buja się chybotliwie na wszystkie strony. A następnie dopada mnie upiorne uczucie, towarzyszące zwolnieniu kołowrotków. Nagły podskok i nie ma już odwrotu. Moje myśli kręcą się wokół podobnych sytuacji. Przypomina mi się wyjazd sprzed kilku lat w Dolomity na narty. Szalony ratownik i ja. Sami w wagoniku kolejki linowej prowadzącej na szczyt. Delikatne płatki śniegu wpadały do wnętrza gondoli przez otwarte na oścież drzwi. Podmuchy wiatru bujały wagonikiem raz w prawo raz w lewo, a diabolicznie przystojny Włoch uśmiechał się szeroko na widok mojego niemego przerażenia. Innym razem, na ukraińskim jeszcze Krymie staliśmy w kolejce do kolejki linowej na Aj Petri. Pominę fakt, że podczas czekania dwie Rosjanki pobiły się, a trzech panów opluło nawzajem. Wszystko to było niczym w porównaniu z dużym transparentem, umieszczonym nad kasami: „Pieniądze ze sprzedaży biletów przeznaczone są na renowację kolejki linowej, która znajduje się w bardzo złym stanie technicznym”. Sama przyjemność. Mniej atrakcyjnie było za to na Langawi, gdy po odstaniu w niebotycznie długiej kolejce do kasy dowiedzieliśmy się, że główna atrakcja – wiszący most- jest niestety zamknięta z powodu remontu, który potrwa do połowy 2015 roku. Skoro jednak odstaliśmy ponad czterdzieści minut, postanowiliśmy przynajmniej nacieszyć się pięknymi widokami z wysokości ponad 700 metrów. Naszym oczom miał ukazać się las deszczowy, morze Anadamańskie i wodospad Telaga Tujuh. No cóż, na pewnych wysokościach pogoda dość szybko ulega zmianie. Wagonik bujał się i trzeszczał, a my przez mżawkę i mgłę staraliśmy się cieszyć widokami. Bardziej w sferze wyobraźni niż w realu.
Tym razem jednak widoczność jest jak brzytwa. Niech to diabli wezmą. Serce podchodzi mi do gardła, a przerażenie szeroko otwiera oczy. Paznokcie wbijam w fotel i mam ochotę krzyczeć.
Nie panikuj. Zobacz jak pięknie – mówi uspokajająco Maciek i w tym samym momencie wykonuje serię zdjęć mojej wykrzywionej przerażeniem twarzy – Super, będzie na pocztówki dla najbliższych!
Rozglądam się dookoła. Widok rzeczywiście jest spektakularny. Gdzieś, hen daleko w dole, są pola uprawne, ocean i maleńkie punkciki, które po dłuższej chwili okazują się być domkami. Z gondoli wysiadam na ugiętych nogach.
Idziemy wzdłuż oceanu. Słońce świeci popołudniowym blaskiem. Odwracam głowę do tyłu i przyglądam się niebotycznie wysokiej górze. Gdzieś tam wysoko został nasz samochód. W głowie mi się nie mieści, że dałam się na to namówić.
Połowa przyjemności za nami. Teraz tylko droga powrotna.
Maciek dzwoni z budki stojącej koło wagonika do naszego speca od kolejki. Mam nadzieję, że o nas nie zapomniał lub, co gorsza, nie umarł ze starości, bo tu na dole oprócz nas nie ma żywego ducha.
Droga w górę dłuży się niemiłosiernie, a ja nie jestem w stanie myśleć o niczym innym jak tylko o tym, co będzie jak któryś z mechanizmów nie zadziała i runiemy w dół? Mokra plama…

madera2

Madera 2008 rok, widok z kolejki zapiera dech w piersi.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *