perfumy

Marka, zapach czy wygląd…

Pamiętam maleńką, szklaną buteleczkę z korkiem w kształcie kokardy, która stała na najwyższej półce w biblioteczce w mieszkaniu rodziców. Przy nosie miałam przykazane, że tej butelki nie wolno ruszać, a tym bardziej otwierać. Patrzyłam na nią jak na zakazany owoc. Były jednak pewne wyjątki, gdy dostępowałam zaszczytu obcowania z jej zawartością. Najczęściej wieczorową porą, gdy mama szykowała się do wyjścia do teatru lub na brydża. Sięgała wówczas po buteleczkę perfum Fidji i korkiem z grubego szkła muskała koniuszki uszu, szyję i nadgarstki rąk – moje też. Nie pamiętam już tego zapachu. Pamiętam jednak buteleczkę, którą mam ukrytą w kartonie ze skarbami. W tym samym kartonie znajduje się również maleńka buteleczka perfum, które moja rodzicielka dostała podczas jakiegoś rautu w południowo amerykańskiej ambasadzie. Zapach nie rzucał na kolana, ale ta butelka w kształcie maleńkiej, bogato zdobionej kulki, na szczycie której siedziała para tulących się do siebie dzióbkami synogarlic, to już inna bajka. Istne dzieło sztuki.

Przez większą część mojego dzieciństwa mama była wierna zapachowi Coty Masumi. Ubóstwiałyśmy go obydwie. Czasem jak wracała z pracy a ja wtulałam się w jej szyję, wyczuwałam jeszcze jego woń. Po zmianie ustroju Masumi zniknęło, by po kilku lata pojawić się na nowo, ale to już nie było to samo. Mama z rozżaleniem patrzy na pusty flakonik ukryty w zakamarkach bieliźniarki i z równym rozrzewnieniem wspomina mityczny zapach perfum Antylopa.

perfumyDobór odpowiednich perfum, które ładnie skomponują się z zapachem naszej skóry pozostając na niej przez długie godziny, wcale nie jest prosty. Tym bardziej, że naukowcy stwierdzili ostatnio, że o wyborze perfum decyduje teraz nie zapach lecz logo. Czy rzeczywiście etykietka jest ważniejsza? W 2013 roku zapachem, który podobno sprzedawał się najszybciej były perfumy stworzone pod szyldem zespołu One Direction. „To oczywiste, nikt nie sięgnął po te perfumy ze względu na zapach. Ludzie sięgali po te perfumy ze względu na zespół” – zauważyła w rozmowie dla „Vogue” kreatorka zapachów Azzi Glasser. I może rzeczywiście coś w tym jest, bo w ciągu ostatnich kilkunastu lat znacznie wzrosła liczba gwiazd zaangażowanych do reklamowania, promowania czy wręcz tworzenia zapachów. Najbardziej trafnym przykładem może być kultowy już zapach Chanel No5, który od samego początku cieszył się ogromnym zainteresowaniem, jednak dopiero po wyznaniu Marilyn Monroe, że go używa, sprzedaż znacznie podskoczyła, a same perfumy przeszły do modowego kanonu.
Szanowany w branży perfumiarskiej „nos”- Jacques Polges twierdzi, że współczesne rynek przesycony jest dostępnymi zapachami, a nowi twórcy nie doceniają samej w sobie wartości woni perfum. „Mamy zbyt wiele perfum na rynku. Stało się to tak proste, że praktycznie każdy może wypuścić jakiś zapach. Umniejsza się nie tylko ich znaczenie, nie zwraca się również uwagi, gdzie są sprzedawane. Otwieramy elegancki magazyn i wysypują się z niego próbki zapachów. Odnoszę również wrażenie, że marki porzucają swoje narodowe tradycje perfumiarskie i koncentrują się na zaspokajaniu potrzeb rynku międzynarodowego” – ubolewa Polges.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Okazuje się, że obok międzynarodowego rynku perfum zaczynają funkcjonować niewielkie pracownie zapachów, których nie stać na drogą reklamę czy światowej sławy gwiazdę. Jedyne co mają, to dobry zapach, skrojony na miarę skromnych możliwości, ale w oparciu o czyste, naturalne ekstrakty. Może w związku z tym warto rozglądać się uważniej po maleńkich perfumeriach?
Moja siostra od lat wierna jest jednemu zapachowi, który już na dobre stopił się z jej skórą, to Estee Lauder Pleasures. Ja jednak w przeciwieństwie do niej i mojej mamy nie odkryłam jeszcze swojego faworyta. A im bardziej szukam, tym częściej się rozczarowuję…

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *