Mir 1

W krainie mirabelki cz.II

Tydzień Francuski

Lotaryngia, Francja, kwiecień 2008 rok
Herbatka z księżną
Miasteczko wygląda na wymarłe. Okiennice wielu domów są szczelnie zamknięte. W oknach wiszą zaciągnięte, ciężkie kotary. Na głównym ryneczku nikogo nie ma. Mam wrażenie, że jestem tu sama. Gdyby nie budząca się do życia przyroda w przydomowych, zadbanych ogrodach byłabym pewna, że nikt tu nie mieszka. Na szczęście dostrzegam na horyzoncie kobiecą postać, okutaną w płaszcz przeciwdeszczowy, z ogromnym parasolem w dłoni i maleńkim pudlem na smyczy. Pogoda, niepogoda, a z psem trzeba wyjść. Mija mnie energicznym krokiem. Nie tracąc czasu i nie chcąc bardziej zmoknąć niż muszę, w podobnym tempie, udaję się pod bramę „skromnego” domu dawnych właścicieli najbliższej okolicy. Le Chateau de Haroue znajduje się dwadzieścia minut drogi od Nancy i około godziny od Metz. Ten wspaniały zamek, będący przykładem francuskiej sztuki z początków XVIII wieku, wybudowany został w czasie „złotej ery” niepodległości regionu Lotaryngii, gdy władzę nad nią sprawował nie kto inny, jak były król Polski, Stanisław Leszczyński. Wybudowany na fundamentach cytadeli i renesansowego zamku, stoi frontem do głównego placu miasteczka, i robi nie lada wrażenie. Gdy docieram pod główną bramę, pada nie na żarty. Moja przewodniczka z Nancy spóźnia się już ponad dwadzieścia minut. Mokra i lekko podirytowana, postanawiam wejść na teren posesji i zaczekać pod drzwiami wejściowymi.
Mir 1

Le Chateau de Haroue, Lotaryngia 2008 rok.

Skrzydło bramy ustępuje, acz niechętnie i bardzo powoli. Gdy docieram na wysokość połowy podjazdu w moją stronę ruszają dwa wściekle ujadające wilki. Zachciało mi się włamania na prywatny teren! Tak ma się skończyć moja przygoda z Lotaryngią? Ze ściśniętym gardłem i walącym ze strachu sercem zaczynam przemawiać do bestii, ale odnoszę wrażenie, że one, podobnie jak większość Francuzów, znają tylko jeden język. Wilczyce okazują się jednak towarzyskie i robią więcej zamieszania, niż krzywdy. Merdając zawzięcie ogonami i szczekając przeciągle, prowadzą mnie pod drzwi wejściowe. Gdy wchodzę na schody  ukazuje się w nich niepozorna, uśmiechnięta kobieta. Gęste, krótko obcięte włosy opadają jej co chwila na czoło. Przedstawiam się i myśląc, że to moja przewodniczka, ruszam za nią na zwiedzanie pałacu.

Płynną angielszczyzną opowiada mi historię tego niezwykłego miejsca. Kolejne sale, jak w muzeum wyeksponowane meble, zbroje i jedynie zapach świeżo ściętych kwiatów w wazonach, ustawionych na kominkach, sprawia wrażenie domowego klimatu. Wsłuchując się w to, co do mnie mówi, zaczynam powoli wyłapywać takie fragmenty wypowiedzi jak: „… mój pradziadek, wicekról Toscani przebudował ten pałac…” „… w moim pałacu jest ponad 365 okien, 52 kominki, 12 wież i 4 mosty przerzucone przez fosę …” Moja coraz bardziej zdziwiona mina powoduje, że urocza dama uśmiecha się skromnie i przedstawiła raz jeszcze, używając tym razem pełnego tytułu La Princessa Minnie de Beauvan – Craon. Zaraz, zaraz a czy jedna z kochanek króla Stanisława Leszczyńskiego nie nazywała się przypadkiem Marie Francoise Catherine de Beauvau – Craon? „Tak oczywiście. To była moja pra, pra, pra babka, znana w całej Francji markiza de Boufflers.” Przez wiele lat pełniła ona faktyczną rolę księżnej Lotaryngii. Była też dobrą przyjaciółką kochanki Woltera, Émilie du Châtelet, a jej syn – poeta, cieszył się wielkimi względami naszego króla.
Za oknami deszcz pada w najlepsze, a my siedzimy w prywatnych pokojach księżnej,  popijamy herbatkę i gawędzimy sobie serdecznie. Biblioteka, bo do niej zostałam zaproszona, zapiera mi dech w piersiach. Toż to moje największe marzenie. Od góry do dołu regały z książkami, dwa marmurowe kominki, wygodne kanapy i fotele, miękkie dywany, a na stolikach poustawiane zdjęcia najbliższych, wśród których nie zabrakło kuzynki, królowej Elżbiety II.
– Co roku wystawiam operę w ogrodzie na tyłach posesji. Ludzie przyjeżdżają z całej Francji i nie tylko, aby wziąć udział w tym kulturalnym przedsięwzięciu. W zeszłym roku było ponad dwa i pół tysiąca osób. Miło mi, gdy te stare mury tętnią życiem. A wiesz, że moim sąsiadem jest artysta z Polski, który na stałe śpiewa w operze w Nancy?
Gdy odprowadza mnie do bramy, naturalnie w towarzystwie polskiego solisty, który przybył, by pogadać choć trochę w ojczystym języku  i w eskorcie dwóch ujadających psów, widzę skuloną pod płotem przewodniczkę.
– Bałam się wejść, te psy to prawdziwe bestie!!!!

mir2

Trzecia od prawej – La Princessa Minnie de Beauvan – Craon.

Polskimi śladami
Do Nancy docieram późną nocą, więc dopiero rano ruszam na podbój historycznego centrum regionu. Moja przewodniczka, która wczoraj bała się dwóch wilczyc, nie opuszcza mnie teraz na krok.
W latach 1738-1766 Lotaryngią rządził Stanisław Leszczyński, teść króla Ludwika XV. – szczebiocze – To właśnie w tym czasie w Nancy powstały wspaniałe barokowe założenia urbanistyczno–architektoniczne, wpisane dzisiaj na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dopiero po śmierci Stanisława Leszczyńskiego Lotaryngia została ostatecznie włączona do Korony Francuskiej.
Spacerując uliczkami Nancy szybko dochodzę do wniosku, że każda z nich, wcześniej czy później zaprowadzi mnie na jeden z najpiękniejszych placów Francji – Plac Stanisława, pośrodku którego stoi pomnik króla Stanisława Leszczyńskiego. Cały plac otaczają odrestaurowane barokowe pałace, w których dzisiaj mieszczą się m.in. ratusz i Muzeum Sztuk Pięknych. Przy czterech kutych, barokowych bramach znajdują się wspaniałe fontanny, okupowane latem, jak zapewnia mnie przewodniczka, przez zakochane pary i ulicznych artystów. Idąc z placu w kierunku zachodnim wychodzimy na reprezentacyjną ulicę miasta Rue Stanislas, przy której mieszczą się eleganckie sklepy i butiki. Kierując się na północ od placu dochodzimy z kolei na, pamiętające jeszcze czasy średniowiecza, Stare Miasto – Vieille Ville, pełne malutkich sklepików, kawiarenek i knajpek z pysznym francuskim i nie tylko, jedzeniem.
Wybierając z kolei kierunek południowy od placu, bardzo szybko znaleźć się można na terenie Nowego Miasta – Ville Neuve, wybudowanego pod koniec XVI w. A to dopiero początek. W okolicach placu znajduje się Palais de Gouvernament, z którym sąsiaduje pałac książęcy – Palais Ducal z XVI w. – bombarduje mnie informacjami przewodniczka – Obecnie mieści się w nim Muzeum Historyczne Lotaryngii. Warto zobaczyć również Muzeum de l’Ecole de Nancy, prezentujące bardzo bogaty dorobek miejscowej secesji – Art Nouveau.

mir3

Na ulicach Nancy łatwo trafić na przykłady Art Nouveau ;)

Pod koniec XIX i na początku XX w. rzeczywiście sztuka Art Nouveau niezwykle silnie się rozwijała w tych rejonach, a to za sprawą przede wszystkim Emile’a Galle, który przy współudziale m.in. Victor’a Prouve, Louis’a Majorelle i Jacques’a Gruber’a stworzył Szkołę z Nancy. Wędrując ulicami miasta nie trudno natrafić na kamienice i wille, które we fragmencie lub w całości zbudowane zostały w tym niepowtarzalnym, niezwykle fantazyjnym, wręcz bajkowym stylu. Najbardziej znane są dwa obiekty: willa Majorelle i wnętrze eleganckiej restauracji Brasserie l’Excelsior. Za radą mojej przewodniczki decyduję się odwiedzić Muzeum de l’Ecole de Nancy, prezentujące bardzo bogaty dorobek miejscowej secesji – Art Nouveau. Chodząc po muzeum zwracam uwagę nie tylko na piękne meble zgromadzone w środku, ale również na eksponaty wystawione w ogrodzie, m.in. na altanę -akwarium ze wspaniałymi oknami i grobowiec o „kocich oczach”, ukryty wśród drzew.

mir4

Altana – akwarium, Muzeum de l’Ecole de Nancy, 2008r.

Nancy to jednak przede wszystkim Staś Leszczyński, który zmuszony do wyjazdu z Polski po swojej abdykacji, pokochany został we Francji. W 1725 roku, za sprawą wstawiennictwa Markizy de Prie, córka Stanisława Leszczyńskiego, Maria, poślubiła, młodszego o sześć lat, 15-letniego wówczas Ludwika XV. Młodemu królowi bardzo ciążyła nieustająca obecność teścia i wszelkimi dostępnymi sposobami starał się pozbyć nielubianego gościa. Sporo pieniędzy przeznaczył nawet na powtórne umieszczenie go na polskim tronie. Niestety bez rezultatu. Stanisław Leszczyński powrócił do Francji jak bumerang i, „ustawiony” przez swojego zięcia, stał się dożywotnim władcą bogatego księstwa Lotaryngii, którym rządził sprawiedliwie i mądrze, zyskując u miejscowej ludności przydomek króla – dobrodzieja. Znany był nie tylko jako dobry władca, ale również mecenas sztuki i nauki. Jeśli wierzyć historycznym przekazom był ujmującym, wykształconym poliglotą, typowym arystokratą. Zmarł w wyniku poparzeń, którym uległ w wieku 89 lat, gdy jego strój zapalił się od … iskry z kominka. Pochowany został razem ze swoją żoną, Katarzyną z Opalińskich, w barokowym kościele Notre-Dame-de-Bon-Securs w Nancy. Niestety kościół został zniszczony podczas rewolucji francuskiej, a odnalezione szczątki byłego króla pochowano w katedrze na Wawelu. Dzisiaj w odbudowanym kościele w Nancy można zobaczyć jedynie jego symboliczny nagrobek.
To ostatni punkt na mapie mojej podróży. Jutro wracam do Polski, ale zanim to nastąpi odwiedzam na pożegnanie maleńką restauracyjkę, serwującą ponoć najlepsze w mieście sery. Tuż pod moim czułym nosem ustawiona zostaje kamienna płyta, na której pysznią się najrozmaitsze sery. Ułożone w ślimaka zaczynają się od najłagodniejszych, po czym przechodzą w średnio śmierdzące, kończąc się na najbardziej śmierdzącym kawałku serowego trójkąta, z jakim miałam kiedykolwiek do czynienia. A do tego wszystkiego … konfitura z mirabelek i wino. Chwilo trwaj.

mir5

Ach te sery! Nancy 2008 rok.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *