F1000028

Festiwal słońca w Abu Simbel

EGIPT

Może trudno w to uwierzyć, ale wewnętrzna komnata świątyni w Aby Simbel w Egipcie, wybudowana na polecenie Ramzesa II, wypełnia się światłem zaledwie dwa razy w roku. Raz w rocznicę wstąpienia na tron Ramzesa II, czyli w okolicach 22 lutego i po raz drugi w rocznicę jego urodzin, czyli 22 października. W tych dniach, zgromadzeni licznie turyści i tubylcy mogą zobaczyć, jak promienie słoneczne oblewają swym blaskiem, stojące w głównej komnacie, posągi Ramzesa Ra i Amona. Znajdujący się nieopodal posąg Ptah – Boga Ciemności, zawsze jednak pozostaje poza zasięgiem tych złocistych promieni. A moja przygoda z Abu Simbel zaczęła się zupełnie inaczej…
Egipt, Asuan, sierpień 2005r.
Za niecałe trzy godziny mamy stawić się przy fontannie, z pieniędzmi, paszportami i czymś do jedzenia. Jest dwadzieścia po dwunastej w nocy. Wszystkich nas zjadają nerwy i strach. Czy aby na pewno dobrze robimy? Czy to nie czyste szaleństwo? I to dla kilkudziesięciu parszywych dolarów. Nie ma już jednak odwrotu, klamka zapadła, kobyłka u płotu. Nie możemy usiedzieć w jednym miejscu. Schodzimy więc ze statku i ruszamy w miasto. Czas do umówionego spotkania mija nam na robieniu zakupów i prędkiej kolacyjce w jednym z miejscowych lokali. O trzeciej dziesięć jesteśmy z powrotem na placu koło fontanny. Z oddali dochodzą nas głosy rozbawionych turystów i miejscowych. Z ciemnej alejki wyłania się, szybko sunąca w naszą stronę, zakapturzona postać. Hasło, odzew i już idziemy w stronę nieoświetlonego parkingu.
Jest nas siedmioro: cztery kobiety i trzech facetów. Nie czujemy się pewnie, nerwowo rozglądamy na boki. Podchodzimy do minibusa, krótkie uprzejmości i wsiadamy do środka. Drzwi zasuwają się z łoskotem. Łatwo im z nami poszło. Dopadają nas wątpliwości. Co będzie jak nas porwą, przecież nawet nie będziemy wiedzieć, czy jedziemy w dobrym kierunku, a do granicy z Sudanem zaledwie pięćset kilometrów. A co jeśli zostawią nas na środku pustyni?  Ruszamy. Powoli mijamy kolejne ulice. Mam wrażenie, że jeździmy w kółko. Zatrzymujemy się obok baru, w którym wcześniej, tego samego wieczora, jedliśmy kolację. Pełno tu miejscowych. Pojawia się nowy kierowca, który dowozi nas do kolejnej knajpy, aby tam oddać nas w ręce następnego rajdowca. I tak trzy razy. Nasz strach narasta, a adrenalina sięga zenitu, gdy ponownie wyjeżdżamy na główną drogę koło nadbrzeżnej promenady. Na Nilu majaczą znajome kontury cumujących statków. Powoli dojeżdżamy do ogromnego korka. Stoją w nim samochody osobowe, autokary, minibusy i taksówki. Od czasu do czasu na sygnale przejeżdża wojskowy samochód z działkiem automatycznym na masce. Teraz pojawiają się nowe wątpliwości; czy załapiemy się na pierwszy konwój, czy może będziemy musieli czekać następne dwie godziny na drugi? Ruszamy. Bardzo powoli wtaczamy się na tamę asuańską, aby chwilę potem, zaraz za miastem, wystartować.
Rozpoczyna się wyścig. Autokary, minibusy i samochody osobowe bez świateł, w prawdziwie egipskich ciemnościach i tumanach kurzu, suną, ostatnią w tym rejonie drogą asfaltową, w głąb pustyni. Po godzinie jazdy wpadamy w burzę piaskową. Nic nie widać, a przynajmniej my nie jesteśmy w stanie niczego dostrzec. Nasi kierowcy suną jednak dalej do przodu. Znają drogę na pamięć? Szósta czterdzieści, a my stoimy przed najwspanialszymi ruinami starożytnego Egiptu. Pomarańczowe słońce muska żółty piaskowiec. Abu Simbel – niezaprzeczalny numer jeden na egipskiej mapie zabytków.
F1000023

Abu Simbel, Egipt 2005 rok

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *