rys

Mąż z importu

Wychodzę za mąż! To był nie lada szok. Dobrze, że siedziałam bo w tym momencie pewnie padłabym jak długa na podłogę. Wychodzi za mąż? Ona, ta która nieustannie powtarzała, że faceci do niczego się nie nadają, że są zbyteczni i że każda współczesna kobieta powinna radzić sobie sama? Pod jej wpływem zaczęłam czytać książki feministyczne, a Ona teraz mi mówi, że wychodzi za mąż?
Poznała go kilka miesięcy temu, w pracy, na bankiecie. Prawdziwy dżentelmen; garnitur, krawat, wypastowane buty. Wzrost powyżej przeciętnej, błękitne oczy, ładne zęby, blondyn. Żywy ideał. Za tydzień biorą ślub cywilny.
Do Urzędu Stanu Cywilnego na Starym Mieście wpadłam niczym burza gradowa. Schody na pierwsze piętro pokonałam po trzy na raz. Drewniana podłoga lekko uginała się pod moimi pantoflami, gdy zbliżałam się do okna, przed którym, w blasku słońca, w białej garsonce stała Ona. Obok niej górował pewien osobnik w kremowym garniturze i niebieskiej, odpiętej pod szyją koszuli. Rozmawiali po angielsku. Z nieśmiałym uśmiechem, nie widząc żadnego znajomego, podeszłam do dyskutującej pary. Pierwsze uściski, niezdarne gratulacje i nerwowe rozglądanie się za narzeczonym, którego jeszcze nie miałam przyjemności poznać. Ona po chwili jakby się ocknęła i zaczyna przedstawiać mi cudzoziemca w rozpiętej koszuli. Wysoki, ryży, z białymi bardzo dużymi zębami i lekko głupkowatym wyrazem twarzy. Wymieniamy uprzejmości i dopiero po dłuższej chwili dociera do mnie, że to On, jej przyszły mąż. No cóż, na księcia z bajki to On nie wygląda, ale może ma wspaniałą osobowość, poza tym, to nie mnie ma się podobać. Widząc moje zdziwienie Ona proponuje, by zejść na dół na papierosa. Osobiście nie palę, ale dla towarzystwa cygan dałby się zabić. Nie wiem co powiedzieć, mam skłamać, że jest cudowny? Ona zgaduje moje myśli i zaczyna się tłumaczyć. Żyjemy w ciężkich czasach, kobiety, żeby zdobyć mężczyznę, są w stanie zrobić wszystko. Poza tym na jednego osobnika płci przeciwnej przypadają aż cztery dziewczyny. Rywalizacja jest ogromna, trzeba łapać to, co się da. Jej się udało, złapała faceta, który nie tylko jest facetem, ale jest oprócz tego cudzoziemcem.
Po ceremonii i wciąż w lekkim szoku, składam życzenia młodej parze. Ruszamy do pobliskiej restauracji na weselną ucztę. Gości garstka. Przy obiedzie toczą się kurtuazyjne rozmowy, zakrapiane czerwonym winem i zakąszane faszerowanymi jajkami. Przy kremowej zupie Ona, cała radosna, opowiada o wizycie, jaką wkrótce zamierza złożyć swojej nowej teściowej w Londynie. Przy pieczeni z dzika On, wraz ze swoim angielskim świadkiem, omawiają zalety żon – cudzoziemek, a przede wszystkim Polek. Okazuje się, że jesteśmy pracowite, zaradne, posłuszne mężowi i potulne jak baranki. Szczerze mówiąc, po takiej wypowiedzi, opuszcza mnie ochota na kajmakowy tort serwowany na deser.
Kilka tygodni później dzwoni Ona. Czy mogłybyśmy się zobaczyć? Z ogromną chęcią. Umawiamy się na kawę i ciacho. Ona, z początku milcząca, po kilku chwilach daje jednak upust swojemu niezadowoleniu. On nic nie robi, chodzi do pracy, wraca do domu i na tym koniec. Nie czuje potrzeby zrobienia zakupów, wyrzucenia śmieci, zmienienia przepalonej żarówki w przedpokoju, bo boi się, że go prąd kopnie. Kupuje wciąż nowe koszule, bo starych nie chce mu się prać, a czystych już nie ma. Brudne skarpetki kładzie na stole w salonie, a gdy przypali garnek, w którym gotuje jakieś koszmarne wegetariańskie jedzonka, wyrzuca go na śmietnik. Seks skończył się kilka dni po ślubie, bo Ona powiedziała, że chce mieć dziecko, a On nie. Nigdzie nie wychodzą i nikogo do siebie nie zapraszają. Totalna porażka. Nie dość, że nie zgadzają się ich temperamenty, wiek, bo On jest sporo starszy, to jeszcze i seks nie współgra. A to dopiero początek góry lodowej, o którą ten wspaniały „Tytanic” się rozbije…

c-wakacyjna-milosc-28-26

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *