bachus_karpacz

Karpacz – zimowe szaleństwo Cz.II

Będąc w Karpaczu nie można nie być na Śnieżce. Aby uatrakcyjnić sobie wyprawę, a jednocześnie znacznie ją uprościć, udajemy się najpierw wyciągiem krzesełkowym na Kopę. W niewielkiej odległości od stacji kolejki linowej znajduje się pierwsza atrakcja, Dziki Wodospad. Aby się do niego dostać i zrobić pamiątkowe zdjęcie, należy przebić się przez spory tłum turystów, którzy, niezależnie od pory roku, przychodzą tu, aby popatrzeć na spienione wody rzeki Łomnicy, opadające z kilkumetrowej wysokości.
Kolejka linowa na Kopę ma długość 2229 metrów i, jak wynika z informacji wywieszonej koło kasy, przewozi 600 osób na godzinę. Z wyciągami krzesełkowymi mam jednak zawsze pewien problem. Kilka nerwowych sekund, podczas których zastanawiam się, czy aby na pewno zdążę wsunąć się na swoje miejsce. Jednak jadąc już pod górę, w spokoju podziwiam wspaniałą panoramę Karkonoszy, która rozpościera się tuż przed moim nosem. Narciarze szusujący po stokach, sosny przykryte białym śniegiem i góry, góry, góry, nad którymi króluje ta jedyna – Śnieżka.
Od górnej stacji wyciągu do najwyższego szczytu Sudetów mamy godzinę marszu. Zmęczeni, z rumieńcami na twarzach i lekką zadyszką, docieramy do celu. Na szczycie Śnieżki stoi XVII – wieczna kaplica św. Wawrzyńca – patrona przewodników oraz przypominający latający spodek budynek Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego. Z gorącą, góralską herbatą w rękach stoimy na tarasie widokowym, z którego rozpościera się jedyny w swoim rodzaju widok – panorama Sudetów. Jak okiem sięgnąć same szczyty górskie, poniżej doliny i dachy karpackich domów, a tuż nad naszymi głowami wiszące niebo.
Schodząc do Karpacza mijamy po drodze dwa kotły polodowcowe: Kocioł Wielkiego i Małego Stawu. Otaczają je urwiste, szare skały dochodzące do 250 metrów wysokości. Nad Małym Stawem podziwiamy schronisko Samotnia, wybudowane w góralskim stylu z pochodzącej z 1760 roku budy pasterskiej. Jest to piękne miejsce.

blog_jl_4448335_6549579_tr_sniezka13

Wikingowie u stóp Śnieżki
Każdy, kto po raz pierwszy zobaczy Świątynię Wang będzie się zastanawiał, co robi ona
w polskich górach. Ten średniowieczny, drewniany kościółek wybudowany został na przełomie XII i XIII wieku we wsi Vang na południu Norwegii. W 1841 roku świątynię, drogą kupna, za 427 marek, nabył król pruski Fryderyk Wilhelm IV. Pierwotnie kościółek miał zdobić berlińskie muzeum, jednak za sprawą hrabiny Fryderyki von Reden z Bukowca, monarcha zgodził się umiejscowić budowlę w Karpaczu Górnym.
Świątynia Wang wykonana została z bardzo trwałego budulca jakim jest, nasycona żywicą, sosna nordycka. Jej wnętrze nastraja do chwili zadumy. Wyrzeźbione w drewnie motywy z czasów Wikingów przybliżają nam minione dzieje, a szczyty dachów, zdobione sterczynami z głowami smoków, przypominają charakterystyczne dekoracje łodzi Wikingów.

Dziki Zachód
Nawet najpiękniejsza miejscowość może się człowiekowi troszeczkę znudzić. Szczególnie wtedy, gdy pozna już wszystkie jej atrakcje, takie jak: Muzeum Sportu i Turystyki, Miejskie Muzeum Zabawek, Zaporę na Łomnicy, stoki narciarskie i szlaki turystyczne. Nic wówczas nie poprawi mu bardziej samopoczucia, jak wyprawa w nieznane. Dla tych, którzy złaknieni są typowej wycieczki turystycznej, lokalne biura podróży proponują jednodniowe wyjazdy do Pragi, Drezna, Skalnego Miasta, Szwajcarii Saksońskiej, Krzeszowa czy Zamku Książ. Jednak wszyscy ci, którzy chcą przeżyć prawdziwą przygodę, powinni udać się do Western City pod Karpaczem.
Bilety kupujemy u długowłosego Indianina. Na głównej ulicy panuje spory ruch. Przed bankiem wywiązuje się strzelanina. Grupa bandytów biegnie do swoich koni. Nie dane jest im jednak cieszyć się łupem, gdyż w tym samym momencie do miasteczka wpada szeryf z pomocnikami. Strzały, krzyki, parskania koni, tętent kopyt i oklaski zgromadzonych.
W lokalnym saloonie pijemy wyskokowe napoje, ale musimy być czujni, bo nigdy nie wiadomo, kto może stać za naszymi plecami. U jednookiego kowboja przechodzimy szybki instruktarz rzucania lassem, u Indianina Trzypióra uczymy się rzucać tomahawkiem i strzelać z łuku. Co odważniejsi mogą spróbować swych sił w ujeżdżaniu dzikich mustangów i wściekłych byków. Zabawa jest wspaniała.

Trójkąt Bermudzki
W drodze powrotnej do hotelu, daję się namówić na wyprawę w okolice Trójkąta Bermudzkiego, zlokalizowanego w Karpaczu Górnym na ulicy Strażackiej. Jeśli wierzyć pogłoskom należy w pewnym momencie zgasić samochód i pozwolić, aby siłą grawitacji sam wjechał pod górę. Bujda na resorach – myślę w duchu – ale skoro panuje demokracja i większość jest za odbyciem tego doświadczenia, nie ma sprawy. Jedziemy. W wyznaczonym miejscu gaszę samochód i z uśmiechem niedowiarka czekam na „cud”. Ku mojemu zdziwieniu powoli zaczynamy wtaczać się pod górę. Samochód jedzie sam, a w jego środku siedzi pięcioro dorosłych ludzi, którzy zaśmiewają się do łez.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *