Simona 1

ROZMOWA: Mam prawo do własnej seksualności Cz. I

Od stycznia zapraszam do czytania kolejnego, nowego cyklu na Zgagatravel.pl – ROZMOWY o życiu, podróżach, przygodach. Mam nadzieję, że spotkają się one z waszym zainteresowaniem 😉
W ostatnim miesiącu trochę miejsca poświęciłam sprawom kobiet na świecie, a dzisiejszy wywiad będzie w dużym stopniu nawiązywał do tematu. Młoda Arabka, uciekająca przed wojną, dorastająca w zachodniej cywilizacji, wydana za mąż w wieku 17 lat, dwukrotna rozwódka, … lesbijka. Zapraszam do poznania jej niecodziennej historii 😉

Simona w niczym nie przypomina grzecznej i zahukanej Arabki. Kolejny, obalony stereotyp. To istny żywioł. Wesoła, dowcipna, wyluzowana, emanująca na kilometr swoją kobiecością i seksualnością. Pali papierosa za papierosem, a piwo zdaje się być jej ulubionym trunkiem. Jest szczera i otwarta.
Masz kogoś? – pyta zaczepnie.
Tak, męża.
Hetero? Szkoda – jej śmiech miesza się z gwarem klubu. – Ja wolę kobiety, ale moja rodzina nie może się z tym pogodzić, tak samo jak mój eks.
Miałaś faceta?
Faceta? Nie. Miałam męża – patrzę na nią pytającym wzrokiem. – Pierwszy raz wyszłam za mąż mając 17 lat. Potem się rozwiodłam, ponownie wyszłam za mąż i ponownie rozwiodłam.
Jej szczerość paraliżuje mnie na moment, ale również budzi ciekawość.
Nie patrz na mnie takimi okrągłymi oczami. Pochodzę z typowej arabskiej rodziny, w której kobieta nic nie znaczy bez mężczyzny, a lesbijstwo jest wysoce nie wskazane, jeśli chcesz dożyć starości.
Śmiechy i gwar rozmów przestają docierać do moich uszu, gdy Simona rozpoczyna swoją opowieść.
Urodziłam się w 1979 roku w Niemczech, do których moi rodzice wyemigrowali z Libanu, ogarniętego wojną. Mieliśmy prawo przebywać tam dopóty, dopóki w naszych rodzinnych stronach nie zostanie osiągnięty pokój. Tak więc najmłodsze lata swojego dzieciństwa spędziłam w Europie, z której jednak skutecznie mnie wyproszono. Do Libanu wróciłam z rodziną w 1984 roku i był to nie lada szok. Zrujnowane budynki, chaos na ulicach, bieda i wszechobecny strach. Po pół roku konflikt wybuchł na nowo, a ojciec postanowił, że ponownie musimy wyjechać, tym razem do Danii. Spakowaliśmy walizki i przeprowadziliśmy się do Kopenhagi. Na początku wszystko układało się kiepsko, gdyż byliśmy jedynymi Arabami w okolicy. Po kilku miesiącach ponownie zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Wynieśliśmy się do mniejszego miasteczka, w którym mieszkało więcej naszych.
Simona mieszka w Dani od 21 lat. Ma trzech starszych braci i jedną siostrę. Jest najmłodsza w rodzinie, a jej rodzice rozstali się kilkanaście lat temu. Ojciec wyjechał do Syrii, gdzie poślubił dużo młodszą od siebie kobietę i przywiózł ją do Danii. Mimo rozwodu nadal jest najważniejszą osobą w rodzinie i decyduje o wszystkich sprawach dotyczących swoich dzieci.
O swej skłonności do kobiet Simona dowiedziała się stosunkowo szybko, kiedy w siódmej klasie, zamiast w nauczycielu WF, zakochała się w nauczycielce matematyki.
Bycie kobietą w świecie islamskim jest już samo w sobie trudne, a bycie jeszcze do tego lesbijką jest nie lada problemem. Każda arabska kobieta musi mieć męża! Bez męża nic nie znaczy! Po prostu nie istnieje. Musiałam więc wyjść za mąż, ale jak miałam tego dokonać, woląc kobiety od mężczyzn?

Latest-Trends-Of-Arabic-Wedding-Dresses-2014-0010

Simona pochodzi z rodziny, w której tradycję i Koran stawia się ponad wszystko. Gdy była nastolatką nie mogła spać poza domem, nawet u swojej rodzonej siostry, która już wyszła za mąż i wyprowadziła się od rodziców. Nie mogła u niej spać, gdyż szwagier Simony, był dla niej obcym mężczyzną. Nie mogła spotykać się z koleżankami po szkole, chodzić z nimi na kawę czy do kina. Nie mogła robić niczego sama i tak naprawdę nigdy sama nie była.
Pomysł na zdobycie wolności wykrystalizował się w jej głowie w wieku trzynastu lat.
Doszłam do wniosku, że dużo prościej będzie mi się żyło tylko z jednym mężczyzną, niż z całą rodziną. Pierwszy raz zaręczyłam się w wieku szesnastu lat. Nie trwało to jednak zbyt długo, gdyż do rodziny dotarły niepokojące wieści. Mój niedoszły mąż dopuścił się kłamstwa: mówił, że ma dwadzieścia osiem lat, gdy tymczasem był już trzydziestoczterolatkiem. Zaręczyny zostały zerwane.
W niecały rok później, gdy Simona miała siedemnaście lat, do drzwi rodzinnego domu zastukał nowy kandydat. Wydał jej się sympatyczny, miły i bardziej europejski niż arabski.
Pomyślałam, że z nim mogłabym mieć szansę na upragnioną wolność i dobre, spokojne życie. Każda kobieta chciałaby mieć takiego męża. Otwarty, wyzwolony, z dobrą posadą i miłymi rodzicami. To był mój paszport do wolności.
Nie byłaś za młoda, aby tak kalkulować? – pytam, spoglądając na nią z zaciekawieniem.
– Za młoda? Zgodnie z prawem szariatu za mąż można wydać już dziewięcioletnie dziewczynki. W dzisiejszym Iranie, w którym prawa uległy regresowi i stały się bardziej konserwatywne niż w XX w., takie sytuacje zdarzają się nagminnie – spogląda na mnie z gniewem w oczach – Wiesz, jak wyglądają zaręczyny w moim świecie?
Zaręczyny to rytuał, gra pozorów i gestów. Mężczyzna widzi gdzieś dziewczynę i dochodzi do wniosku, że mogłaby być jego żoną. Obserwuje ją z ukrycia, wie o niej wszystko, tak samo zresztą, jak i o jej całej rodzinie. Ona o nim nie wie nic. Gdy kandydat jest pewny, że to właśnie ta jedyna, prosi swoją matkę, aby porozmawiała z matką wybranki. Rozpoczynają się podchody. Pierwsza wizyta to krótka kawa, podczas której poznają się matki i zostaje wyjawiony cel odwiedzin: „Chcemy prosić o rękę państwa córki.” Gdy gość wychodzi, matka udaje się na rozmowę z ojcem. Jeśli głowa rodziny wyrazi zainteresowanie uczynioną propozycją, dochodzi do oficjalnej wizyty. Do rodzinnego domu dziewczyny przybywa wówczas konkurent wraz z całą swoją rodziną. W tym spotkaniu po raz pierwszy bierze udział również główna zainteresowana, czyli przyszła narzeczona. Dziewczyna znajduje się pod baczną obserwacją. Siedzi skromnie, nie odzywa się nie pytana, z gracją nalewa kawę lub częstuje przybyłych arabskimi łakociami. Pod koniec wizyty ojciec, jak stary kupiec, mówi wymijająco, że nad uczynioną propozycją pomyśli. Gdy goście opuszczą dom, dziewczyna proszona jest na rozmowę. Pozornie do niczego się jej nie zmusza, ale jasno daje do zrozumienia, że kandydat jest odpowiedni i powinna wyjść za niego.
Zastanawiam się, jak można zdecydować o swoim przyszłym życiu z mężczyzną, którego widziało się po raz pierwszy? – pytam z niedowierzaniem – Nigdy wcześniej nie rozmawiałaś przecież ze swoim adoratorem, nawet go nie widziałaś…
Informacje o przyszłym mężu zdobywa cała rodzina dziewczyny. Pocztą pantoflową, za pomocą sąsiadów, krewnych, znajomych i przyjaciół gromadzone są dane na jego temat. Czy jest dobrym człowiekiem, czy wszyscy w jego rodzinie są w porządku, czy ani on, ani jego bliscy nie mają niczego kompromitującego na sumieniu, ile zarabia itd. Dziewczyna na podjęcie decyzji ma około pięciu tygodni. Po upływie tego czasu ojciec ponownie przeprowadza z nią rozmowę.
Zgodziłam się. Tak jak mówiłam na początku, doszłam do wniosku, że z jednym mężczyzną będzie mi się żyło prościej, niż z całą rodziną. Chciałam od nich uciec, a to był jakiś sposób na wolność. Poza tym nie był taki stary – Simona mruga do mnie porozumiewawczo. – Miał 25 lat a ja 17.
Gdy dziewczyna się zgadza, ojciec zaprasza na kawę przyszłego teścia i ustalane są szczegóły „transakcji.”
Podczas negocjacji wszyscy moi bliscy byli szalenie szczęśliwi, a ja, jako główna zainteresowana, nie miałam prawa się odzywać. Siedziałam w najbardziej widocznym miejscu i jedyne co miałam robić, to ładnie wyglądać.
Na spotkaniu ustalana jest najważniejsza sprawa. Cena. Cena nie tylko za córkę, ale również cena jaką młodzi musieliby zapłacić w razie rozwodu. Jeśli rozwód będzie na jej życzenie, to ona płaci jemu, jeśli na jego, to on płaci jej. Rodzice zazwyczaj za córkę chcą od 20 do 45 tysięcy koron.
Na cenę wpływa bardzo dużo czynników. Najważniejszy, to oczywiście dziewictwo. Im dziewczyna jest młodsza, tym większa pewność, że jest czysta. Za mnie utargowano 25 tysięcy koron.
Po dobiciu targu odbywają się oficjalne zaręczyny, po których przekazane zostają pieniądze. Cała utargowana suma przeznaczona zostaje na kupno ubrań, butów i wszelkich innych rzeczy, potrzebnych młodej mężatce.
Zasada jest prosta – kobieta przychodząca do mężczyzny musi być „czysta” w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie może mieć niczego z poprzedniego domu. Może w to nie uwierzysz, ale najwięcej kłopotów miałam w sklepie jubilerskim, do którego poszłam razem z mamą i narzeczonym. Byłam bardzo nieśmiała, a tu musiałam wskazywać palcem, co chcę, aby On mi kupił. Najlepsze jest to, że nawet nie lubię złota, mam na nie uczulenie. Prawdziwa arabska kobieta powinna jednak ociekać złotem.
C.D.N.

2 comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *