Zdj-2B13

Kolory Malezji – Kuala Lumpur

MALEZJA 2013 rok
Z okien samolotu widać tylko morze zieleni, które od czasu do czasu przecina rdzawa wstęga piaszczystej drogi lub brunatnej rzeki. Z jednej strony w oddali majaczą szczyty gór i pagórków, z drugiej poszarpane, granatowe fale nieprzebranej wody, oblewające całą Malezję. Lądowanie jest szybkie, prawie nieodczuwalne. Gdy zbliżam się do schodów, prowadzących wprost na płytę lotniska, uderza mnie pierwszy podmuch gorąca, który od tej pory towarzyszyć nam będzie podczas całej podróży. Lepki, duszny, wgryzający się w każdy por ciała …
Indyjską dzielnicę – Little India w Kuala Lumpur poznajemy nocą. W lokalnych restauracjach i barach na świeżym powietrzu pełno jest ludzi. Zapach carry i garam masala unosi się na wszystkich ulicach, oświetlonych słabym światłem latarni i kolorowym blaskiem rozwieszonych lampionów. Wokół widać przede wszystkim mężczyzn. Od czasu do czasu wśród nich przechadzają się odziane w kolorowe sari kobiety. Na ich rekach i kostkach u stóp pobrzękują, przy każdym ruchu, złote bransoletki. Zarysowane czarną kredką oczy wabią każdego przechodzącego obok mężczyznę. To prostytutki, które pod osłoną nocy ruszyły na łowy.
Idziemy niespiesznie, przyglądając się po drodze mijanym wystawom sklepowym. Kolorowe, wyszywane cekinami suknie, bogato zdobione sari, kaszmirowe szale – wszystko to przyciąga wzrok. Mimowolnie wyciągam rękę, by dotknąć faktury materiału i już jestem zaproszona do środka sklepu. Nieprzebrane możliwości wydania pieniędzy dopadają nas w pobliżu meczetu Masjid India, w wąskich uliczkach nocnego bazaru, który oferuje wszelkie dobra począwszy od elektroniki, a skończywszy na błyszczących spinkach, służących do upinania na muzułmańskich głowach kolorowych chust. Powoli wracamy do hotelu. Uliczni restauratorzy zamykają właśnie swoje kramy. Wielkie, ustawione na wózkach gary, przykrywają równie duże pokrywy, palniki gazowych kuchenek zostają wyłączone, lampiony odłączone od słupa, a ich właściciele siadają na siodełka rowerów i odjeżdżają do domów. Na ulicach, na ulotną chwilę, zapada spokój i cisza.

Życie w Kuala Lumpur toczy się do późnych godzin nocnych, szczególnie w dzielnicy hinduskiej. Na straganie z jedzeniem można trafić na wiele kulinarnych niespodzianek.

Na ulicznych straganach można dostać prawdziwe pyszności.

Z samego rana, przed wejściem do hotelu, czeka na nas kierowca w wynajętym samochodzie. „Limuzyna” pierwsze lata świetności ma już dawno za sobą. Drzwi zamykają się z niemałym trudem, a karoserię podgryza wszechobecna rdza. Zapadam się w miękkim fotelu. Kierowca, z upiętym wysoko na czubku głowy czarnym kokiem, z piskiem opon rusza przed siebie, by już po chwili hamować w najbliższym korku. Klimatyzacja, włączona na ful, wywołuje gęsią skórkę na całym moim ciele i diaboliczny uśmiech na twarzy „mojego” kierowcy, który długim paznokciem u małego palca lewej ręki zaczyna dłubać w zębach. Patrzę na Anię i Maćka, a oni z taką samą dziką fascynacją obserwują poczynania naszego opiekuna. Zapowiada się długi dzień. Jako pierwsza z listy „odhaczona” zostaje dzielnica hinduska, tym razem w blasku słonecznego dnia. Stojąc w licznych korkach przyglądam się ulicznemu życiu. Golibroda w ciągu jednej zmiany świateł ogolił brzytwą trzech mężczyzn. Kolorowe kramy z pachnącymi kwiatowymi łańcuchami, znajdują się tuż obok śmierdzącego rzeźnickiego stoiska, którego ladę zdobią pozbawione głów kurczaki. Zarówno sprzedawca kwiatów, jak i rzeźnik, delektują się śniadaniem, rozmawiając przy tym zawzięcie.

Zdj-2B2

Sri Mahamariamman Temple

Przed wejściem do jednej z najstarszych świątyń hinduskich w Kuala Lumpur, Sri Mahamariamman Temple, zdejmujemy buty i oddajemy je do szatni. W zamian dostaję wymięty numerek z rozmytą, niewyraźną cyfrą. Świątynia jest piękna. O zawrót głowy przyprawiają kolorowe rzeźby, przedstawiające hinduskich bogów. Dbałość o detale momentami poraża i wywołuje krwisty rumieniec na moim i Ani obliczu. Zupełnie inaczej przedstawia się monumentalna chińska świątynia Tokong Thean Hou. Tu wszystko jest wyważone, a dominującymi kolorami są biały, czerwony i złoty. Majestatyczne smoki, bogato zdobione ołtarze, duszny zapach kadzideł i świec oraz rozwieszone nad głowami chińskie lampiony, wprowadzają w nastrój zadumy. Dodatkową zaletą świątyni jest również oszałamiający widok na Kuala Lumpur, roztaczający się z najwyższego tarasu. Po wizycie w świątyniach przychodzi pora na Pałac Królewski, czyli National Palace Jalan Istana, w którym władca spędza jeden dzień w roku. Monumentalne pokoje, uboższe jednak od np. apartamentów królewskich w Wilanowie, i tak robią wrażenie na „maluczkich”, odwiedzających to miejsce. Grube dywany miękko uginają się pod nagimi stopami zwiedzających, którzy z należytą czcią i pokorą zaglądają do każdego pomieszczenia.
Jazda samochodem po Kuala Lumpur przypomina trochę poruszanie się po Kairze. Korki, nieprzestrzeganie przepisów drogowych, dźwięk klaksonów, dochodzący z każdej niemal strony i sposób prowadzenia pojazdów, przypominający wolną amerykankę. Z minuty na minutę staję się jednak coraz bardziej odporna na te drobne niedogodności. Do Batu Caves, zlokalizowanych około 13 km za miastem, docieramy późnym popołudniem. Pomarańczowe promienie słońca odbijają się od monumentalnie olbrzymiego, złotego pomnika Murugan’a – hinduskiego boga wojny i zwycięstwa, który dominuje nad całym świątynnym kompleksem. Aby zobaczyć świątynie musimy pokonać kilkaset stromych schodów, które ku naszej rozpaczy zdają się nie mieć końca. Wygodną wymówką na zrobienie sobie krótkiej przerwy podczas wspinaczki są … małpy. Ich figle i psoty można obserwować bez końca, na dobre zapominając o zasadniczym celu wspinaczki – ukrytych w skalnych jaskiniach świątyniach.

DSC_0340

Batu Caves, schody, schody, schody…

Następnego dnia postanawiamy skorzystać z lokalnego środka transportu – szybkiej naziemnej kolejki, którą bez większego trudu docieramy do centrum miasta. Tłok w wagonach jest ogromny. Staramy się trzymać razem, ale napierający tłum skutecznie nas rozdziela. Anka stoi najbliżej drzwi i gdy tylko się otwierają wypycha się na stację. Maciek jest tuż za nią, ale na niego zaczyna napierać tłum wchodzących do wagoniku ludzi. Dobrze, że jest taki wysoki, to sobie jakoś radzi. Morze ludzkich ciał otacza mnie ze wszystkich stron. Patrzę na Maćka z pewnym przerażeniem w oczach, gdy odległość między nami zaczyna się niebezpiecznie powiększać. – Przepychaj się, do przodu! Szybko! Zapominam o zasadach dobrego wychowania i staram się nie utonąć wśród wsiadających pasażerów. Z wielkim trudem, w ostatniej chwili wydostaję się z wagonu.
Widok z wieży telewizyjnej Menara Kuala Lumpur Tower może przyprawić o zawrót głowy. Wysokość jest oszałamiająca, a jazda windą na prawie 400 metrów w górę zajmuje raptem niecałą minutę. Przedtem należy jednak podpisać oświadczenie, że w razie jakiegoś nieszczęśliwego wypadku właściciele wieży nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Według mnie jednak Kuala Lumpur wygląda znacznie ciekawiej z dołu, niż z góry. Natomiast bardzo interesująco prezentuje się na przykład okolica Jln Balai Polis z kolorowymi domkami i znajdującymi się w pobliżu dwiema chińskimi świątyniami – Chan See Shu Yuen Temple oraz Koon Yam (Guanyin) Temple. Stąd już tylko kilka kroków do chińskiej dzielnicy, której główną arterię stanowi Jln Petaling. To ulica – bazar, przy której zlokalizowane są liczne knajpki i tanie hotele turystyczne.
Ostatniego wieczoru w Kuala Lumpur udajemy się pod Patronas Towers. Dwie wieże stolicy Malezji znane są chyba na całym świecie. Szczególnie atrakcyjnie prezentują się nocą. Oświetlone od góry do dołu przyprawiają o zawrót głowy i podziw dla kunsztu architekta. Petronas Towers wyglądają wspaniale nie tylko od strony parku Kuala Lumpur City Central Park, ale również z okien zlokalizowanego na 33 piętrze Skay Baru w hotelu Traders. Popijając kolorowe drinki w barze z basenem, można na chwilę zapomnieć o całym świecie.

zdj-2B15

Ostatni wieczór w Kuala Lumpur 😉

Foto podróż po Kuala Lumpur http://zgagatravel.pl/index.php/2015/10/30/wspomnienia-z-azji-cz-ii/

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *