Kuala Lumpur, Malezja 2013 rok

Kolory Malezji – Kobiety w czerni

MALEZJA 2013 rok

Są ich tysiące. Przemykają ulicami, spacerują z mężami po galeriach handlowych, chodzą z nimi do restauracji, nawet prowadzą samochody i odbierają dzieci z przedszkola. Zawsze grzeczne dla swoich małżonków. Idą tuż obok ich ramienia lub trzy kroki za ich plecami … w cieniu. Starają się nie rzucać w oczy. Spowite w czerń duchy, których całe jestestwo ukryte jest w wyrazistych, spoglądających z lękiem, radością, ciekawością lub … złością, oczach. Oczach, niewinnie spuszczonych, wyraźnie omijających mężczyzn.
No, zaraz mnie chyba szlag trafi na miejscu – złości się Ania na widok kolejnej, ubranej w czarny czador kobiety, którą mijamy na ulicy Kuala Lumpur. – Jak one w tym upale mogą wytrzymać w takich zasłonach ? I rzeczywiście,  sama zaczynam się nad tym  zastanawiać. Z nieba leje się potworny żar. Gorące powietrze oblepia całe moje ciało. Największą ochotę mam teraz na zrzucenie bawełnianej, cienkiej sukienki i wejście pod zimny prysznic. – Ty tylko zobacz. ON w bawełnianej koszulce polo, a ONA? Przed moimi oczami wyrasta, jak spod  ziemi, kolejna przedstawicielka czerni. Wraca chyba z zakupów, bo w obydwu dłoniach, szczelnie zasłoniętych cienkimi rękawiczkami, kołyszą się plastikowe siatki, wypełnione po brzegi sprawunkami. Nie jest jej lekko. Mąż idzie przodem, trzymając na rękach dwu może trzyletnią dziewczynkę, wyglądającą na znacznie lżejszą od taszczonych przez matkę zakupów.
Kilka dni później przedzieramy się przez dżunglę, a raczej jej niewielki i szalenie ucywilizowany fragment, na wyspie Penang. Widoki są zachwycające. Wąska ścieżka, a raczej wydeptany szlak prowadzi wzdłuż brzegu lazurowej toni morza? Jest cudownie, choć od stóp do połowu ud zdążyłam się już ubabrać błotem, a z kolana zdarłam skórę, przeskakując z jednego głazu na drugi. Szlak nie jest trudny, ale trochę zdradliwy. Po pokonaniu kolejnych przeszkód docieramy wreszcie do raju – plaż. Przy prowizorycznych stołach siedzi garstka turystów, delektujących się grillowaną nad ogniskiem rybą i wodą kokosową,  pitą wprost z zielonego, rozłupanego maczetą  kokosa. Brzegiem plaży idzie para. ON w szortach, kolorowej koszulce i z bosymi stopami, ONA spowita w czarny czador – istna ninja. Patrzę na ten obrazek i zastanawiam się, ile radości czerpie ONA z tej chwili. Szczelnie zasłonięta. Od czasu do czasu, przy kolejnym kroku, można dostrzec jeansowe nogawki spodni i białe adidasy. On do niej coś mówi, ONA kiwa głową. Może się uśmiecha, a może ziewa, znudzona. Trudno stwierdzić. Zatrzymują się pod palmą, na której zawieszona jest prowizoryczna huśtawka. ONA siada, ON zaczyna ją bujać. Po chwili wyjmuje aparat i robi jej kilka zdjęć.
Uśmiechnij się kochana – szydzi Ania – tak ładnie wyjdziesz na zdjęciu …. Czy można czerpać radość z takich zdjęć? Przynajmniej nie ma się problemu ze złymi ujęciami, bo zawsze wygląda się tak samo…
Krajowy lot z wyspy Penang na wyspę Langkawi. Stoimy w kolejce do wejścia do samolotu. Przed nami ninja z mężem. ON trzyma jej wszystkie dokumenty, ONA w czadorze z białą torebką,  przewieszoną przez ramię,  patrzy na stewardesy. – Ciekawe, czy w paszporcie też ma zdjęcie w czadorze? Obsługa naziemna ogląda paszporty jego i jej i przepuszcza zatopioną w czerni postać do samolotu. A jeśli to ktoś inny? Może terrorysta? W samolocie siadają dwa rzędy przed nami. ON gra w jakąś grę na laptopie, ONA przegląda włoskie wydanie Vogua.
Podobnych obrazków mogę mnożyć tysiące. Kobiety w czadorach są w Malezji na porządku dziennym, a ich wygląd nikogo tu nie zastanawia. Czy są szczęśliwe, czy przeszkadza im konieczność skrywania własnej osoby pod zwojami czarnego materiału, z czego się śmieją, co je smuci? Nie wiem. Nie miałam niestety okazji zamienienia z nimi choćby kilku słów.

Kuala Lumpur, Malezja 2013 rok

Kuala Lumpur, Malezja 2013 rok

Obraz 477

Rodzina, „Perła Orientu” listopad 2013 r.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *