SONY DSC

Kolory Malezji – Z wyspy Penang na Langkawi

MALEZJA 2013 rok
Najdłuższy dystans, jaki mamy do pokonania podczas wędrówki po Malezji, to trasa z Cameron Highland do Georgetowne na wyspie Penang. Na dodatek, już po dwóch godzinach jazdy, psują się w autokarze drzwi i klimatyzacja, której w żaden sposób nie można wyłączyć. Robi się … zimno. Siedzę okutana w sweter. Dodatkowo przykrywam się kąpielowym ręcznikiem i codzienną gazetą, której rozkładówki wesoło szeleszczą, rozłożone na całej długości mojego ciała. Wyglądamy jak bezdomni i z zazdrością, po raz pierwszy, patrzymy na skąpany w słonecznym blasku świat za oknem. Czy ja naprawdę tak bardzo narzekałam na ten wszechobecny upał?

20131111_113858

Tak wygląda podróż w zimnym autokarze w Malezji :)

Georgetowne w pierwszej chwili potwornie nas rozczarowuje. „Kolonialna perła orientu” – tak piszą o mieście w większości przewodników. Nastawiam się więc na czar i urok kolonialnych zabudowań, niespieszne tempo życia, leniwą atmosferę. Nic bardziej mylnego. Wielka metropolia i szybkie tempo. Stare, kolonialne serce miasta pochłonęły wieżowce, apartamentowce i inne nowinki XX i XXI wieku. Zero czaru. Rozgoryczenie aż mnie dusi. Co będziemy tu robić?

Obraz 479

Widok z Penang Hill na „perłę orientu”.

Obraz 213

Uliczki w centrum miasta.

Obraz 212

Przy domowy ołtarzyk.

Obraz 158

Jeśli ktoś jest zmęczony może skorzystać z rikszy.

Jednak wkrótce rozsmakowujemy się w zaniedbanym i mocno nadgryzionym przez ząb czasu, starym mieście. W lokalnych knajpkach rozkoszujemy się hinduską i chińską kuchnią. Jedząc skąpane w wieloowocowym syropie kulki skruszonego lodu, rozglądam się po fasadach budynków, na których pyszni się „sztuka uliczna”, czyli urocze grafity i instalacje świetlne.

Obraz 590

Jeden z najbardziej znanych symboli Georgetowne.

Obraz 610

Chew Jetty czyli drewniane domy na morzu. Warto się wybrać zanim znikną.

Obraz 198

Zabawne instalacje świetne można znaleźć w starej części miasta.

Obraz 170

Obiad w jednaj z lokalnych restauracji. Ania, jak zwykle dokonała słusznego wyboru – zupa z warzywami, makaronem i surowym jajkiem!

Obraz 171

Co dzisiaj zjemy?

Rozgrzani od upału ulicy, chłodzimy się w eleganckich wnętrzach, wybudowanego w XIX wieku, chińskiego domu kolonialnego Pinang Peranakan Mansion, w którym obecnie mieści się muzeum.

Obraz 219

Wnętrze muzeum jest wspaniałe. W takim domu mogę mieszkać ;)

Obraz 223

Pinang Peranakan Mansion

Wjeżdżamy również na Penang Hill, z którego roztacza się wspaniały widok na Georgetowne. I tak oto mija czas, aż do wyprawy na Monkey Beach czyli Teluk Duyong Beach. Z samego rana, lokalnym autobusem, dostajemy się pod główne wejście, prowadzące do Penang National Park. Patrząc na mapę parku, decydujemy się na wędrówkę pieszą w jedną stronę, zaliczając po drodze wiszące mosty, czyli conopy walk, a na drogę powrotną zamawiamy łódkę. Dzień mija szybko. I szczerze mówiąc wcale nie chcę opuszczać rajskiej plaży Monkey Beach. Patrząc na bawiące się z dala od ludzi małpy, popijam wodę kokosową wprost z rozłupanego przed chwilą zielonego kokosa i marzę o pozostaniu tu choć kilka dni dłużej.

Obraz 267

Tu zamawiamy transport powrotny z „małpiej plaży”.

SONY DSC

Tak, tak atrakcji podczas spaceru jest wiele.

Obraz 324

Widoki zapierają mi dech ;)

SONY DSC

OK. jest gorąco, strasznie gorąco. Właśnie nadepnęłam na ogon Warana i stłukłam sobie kolano. Ja chcę do domu…

Obraz 369

Za chińskiego boga nigdzie się nie ruszam z tej plaży ;)

SONY DSC

Ania ze zdobycznym kokosem ;)

Lot z Penang na Pulau Langkawi zajmuje raptem 23 minuty. Na tej najbliżej w stronę Tajlandii wysuniętej wyspie, spędzamy ostatnie dni pobytu w Malezji. Po intensywnym zwiedzaniu rozkoszujemy się słodkim lenistwem w maleńkich bungalowach, usytuowanych na złocistej, szerokiej plaży. Morze mamy na wyciągnięcie ręki, a jego kojący szum usypia mnie każdej nocy. Po dwóch dniach zaczynamy się jednak lekko nudzić. Rano lenistwo na leżaku i kąpiel w morzu, po południu spacer plażą i lekki launch w „Raffim”, a wieczorem kolorowe drinki w oświetlonych pochodniami plażowych barach. Fajnie, ale może by tak jeszcze gdzieś się ruszyć? Na przykład wynająć samochód i objechać wyspę dookoła? Nic prostszego. Należy tylko pamiętać o lewostronnym ruchu drogowym. Na początek kierujemy się w stronę największej atrakcji wyspy, czyli wiszącego mostu. Niestety okazuje się, że most jest w remoncie, a więc spacer po nim niemożliwy. Można jednak wjechać kolejką linową na najwyższy szczyt. Widok ponoć oszałamiający. Nie mamy jednak tyle szczęścia, bo gęsta mgła i deszczowe chmury skutecznie zasłaniają oszałamiające widoki. Podejrzewam, że z powodu huraganu, przetaczającego się nad Filipinami. Kolejnym punktem programu jest farma krokodyli i, oddalona od niej o kilkanaście kilometrów, czarna plaża. Na farmie spędzamy kilka dłuższych chwil, podziwiając majestatyczną posturę potomków prehistorycznych gadów. Co do plaży, to szkoda naszego czasu, podobnie zresztą jak na wizytę w stolicy wyspy Kuah. A więc jednak plażowanie, pływanie i wieczorne tańce – tymi właśnie przyjemnościami zajmujemy się do końca pobytu pobytu.

Obraz 648

Plaża na Langkawi – prawdziwy raj.

SONY DSC

Plaża w samo południe. Gdzie wszystkich wywiało?

SONY DSC

Widok z naszego tarasiku. Czy może być lepiej?

SONY DSC

Langkawi pełna jest niespodzianek – wspaniały wodospad w „górach”.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *