Langkawi, Malezja 2013 rok

Kolory Malezji – Małpie figle

MALEZJA 2013 rok

Słońce zaszło za chmury, z których zaczął siąpić przelotny deszczyk. Łodzie wycieczkowe, jedna po drugiej, sprawnie przybijają do długiego, betonowego pomostu. Fala złaknionych przyrody turystów wylewa się na brzeg. Międzynarodowe towarzystwo, zaopatrzone w aparaty fotograficzne oraz torby z jedzeniem, sprawnie maszeruje wyznaczoną ścieżką, prowadzącą przez las do, znajdującego się na środku wysepki, jeziora.  Nagle tłum zwalnia, a do moich uszu dociera głos „Widzisz ją? – pyta drobna Azjatka swoją blondwłosą koleżankę – Ależ ona jest śliczna!” Z ciekawością spoglądam we wskazanym kierunku. Na skraju betonowej ścieżki, tuż za brunatną mazią błota, wylewającą się z głębi zielonego buszu, siedzi śliczna, malutka małpka. Stópki tylnych łapek osłoniła wdzięcznie ogonkiem, a główkę odchyliła lekko w bok, spoglądając zalotnie paciorkowatymi, ciemnymi oczami w wycelowane w nią aparaty. Jest spokojna, bezbronna i taka kawaj, niemalże jak azjatycka modelka, pozująca na okładkę jednego z kolorowych magazynów. „Patrzcie tam jest ich więcej!” I rzeczywiście spośród drzew, niespiesznie, z niewyobrażalną wprost gracją, wyłaniają się kolejne. Są tak słodkie, że aż chce się je wziąć na ręce i przytulić. Ludzi ogarnia szał. Taka okazja! Małpy z bliska! A to będą opowieści po powrocie z wakacji. Błyskają flesze, a migawki spustów nie nadążają za kolejnym uderzeniem niecierpliwego palca. Zmiana obiektywu, jeszcze większe zbliżenie, jeszcze i jeszcze …. Nagle zapada cisza. Tłum w  zachwycie patrzy w kierunku dwóch małp, które dosłownie przed chwilą pojawiły się na betonowym wybiegu. W ich tułowia wczepione są malutkie małpie dzieci. Kulminacyjny moment pokazu właśnie się zaczyna. Małpie mamy chętnie „pozują”, a dzieci, wtulone w ich ciała, z kciukami włożonymi do mordek, rzucają spod długich rzęs ciekawskie spojrzenia.  Pełen sukces. Małpie modelki, wystawione na wabik, jak zwykle nie zawiodły. Ludzie ogarnięci szałem fotografowania, jakby zapomnieli o otaczającym ich świecie. I zdaje się, że o to właśnie chodziło, bowiem z drugiej strony betonowej ścieżki wychodzą kolejne małpy. Te jednak nie pozują. Te się skradają. Z małpią zręcznością, jak niewidzialne cienie, mijają kolejnych homo sapiens i z niezdrową ciekawością zaglądają do postawionych przez nich na ziemi toreb. Tu paczka ciasteczek, tu soczek w kartonowym pudełeczku, a tu chipsy. Prawdziwa uczta. Jedna z małpich złodziejek jest szalenie ciekawska. Już ma uciec nie zauważona do lasu, gdy nagle jej paciorkowe oczy zatrzymują się na przymocowanej do plecaka niebieskiej torebce, która macha się w lewo i w prawo, wprawiając złodziejkę w pewnego rodzaju trans. Porzuca więc zagrabiony batonik i pędzi. Jeden sprawny skok i już wisi na upragnionym skarbie. To jednak sprawia, że ludzie, ogarnięci szałem robienia zdjęć, spostrzegają sprytnych złodziei. Rozlegają się krzyki, a po chwili śmiechy z biednej „ofiary” , która z uczepioną jej torby pasażerką na gapę puszcza się w podskokach do przodu. „Niech ktoś ją zabierze!”
Langkawi, Malezja 2013 rok

Langkawi, Malezja 2013 rok

Ale atrakcja! W radosnych nastrojach fala turystów przetacza się dalej w kierunku otoczonego górami jeziora. A tu, na ruchomych pomostach kolejna niespodzianka: rowery wodne, kolorowe rybki, wytyczone kąpielisko dla dorosłych i dla dzieci. Z czego skorzystać, mając do dyspozycji raptem 30 minut  przed powrotną drogą do łodzi? Nie brakuje chętnych na rowerowe szaleństwo i wkrótce  tafla jeziora zapełnia się amatorami tego sportu. Nie po raz pierwszy zaskakuje mnie fakt, że wprawiającymi w ruch rowery są przede wszystkim azjatyckie kobiety. Mężczyźni lub młodzieńcy z lichym wąsem pod nosem siedzą wygodnie rozpłaszczeni, robią zdjęcia i podziwiają widoki, a płeć żeńska pedałuje co sił w nogach, bo przecież trzeba jak najwięcej zobaczyć, a czas nieubłaganie mija… Inni, siedząc na skrajach pomostu, moczą nogi w krystalicznie czystej wodzie, od czasu do czasu radośnie pokrzykując, gdy przepływające ławice rybek podskubują ich stopy. Pucołowaty chińczyk, głowa dość licznej rodziny, okupującej jeden maleńki basenik, stoi z dumną miną wyprostowany jak struna. Właśnie przed chwilą skruszył do wody całą paczkę herbatników, na które rzuciły się chyba wszystkie ryby z okolicy. Powstałe wskutek tego wodne kłębowisko jest niesamowite. Spoglądam na rozradowane tym faktem dzieciaki i kobiety. Ryby wiją się jedne przez drugie.  Nie widać już nawet wody tylko lśniące, pokryte śluzem rybie grzbiety, rozwarte pyski i trzepoczące ogony. Ach jak przyjemnie!? Czas mija, ludzie śmieją się i gadają, sięgając od czasu do czasu po schowane w torbach i plecakach słone i słodkie przekąski oraz napoje. Sielankową atmosferę burzy niespodziewany i rozpaczliwy krzyk dziecka. Wszyscy odwracają się w kierunku rozpłakanej małej dziewczynki stojącej pośrodku pomostu, która przed paroma sekundami padła ofiarą napaści ze strony całkiem sporych rozmiarów małpy. Matka podbiega i bierze ją na ręce, a ojciec stara się spłoszyć nieproszonego intruza, który trzyma w łapkach zdobyczny batonik. Mężczyzna macha rękami i krzyczy w kierunku niewzruszonej jego „występami” małpy. Gdy jednak zaczyna się do niej zbliżać, z otaczających pomosty drzew zeskakują kolejne człekokształtne. Paciorkowate oczy rozglądają się gniewnie. Sytuacja zaczyna powoli przypominać scenę z West Side Story, gdy dwa wrogie gangi stają naprzeciw siebie, wyjmują scyzoryki i szykują do ataku. Pierwsze ruszają małpy. Dwie młode Koreanki tracą sok w kartonie i paczkę otwartych chipsów. Ludzie nerwowo rozglądają się na boki. Małpy prą do przodu. Stojący naprzeciw nich mężczyźni, powstrzymywani  za koszule lub spodnie przez swoje towarzyszki, z pewną ulgą ustępują pola napierającym. Chcieli przecież obronić pomost przed natarczywymi zwierzętami, ale kobiety im na to nie pozwoliły! Po kilku minutach na opuszczonych „redutach” zostają jedynie małpy, które z zainteresowaniem oglądają, pozostawione przez uciekających w popłochu ludzi, jedzeniowe skarby.
Fala turystów ponownie przemierza leśne ostępy w kierunku przycumowanych do pomostu łodzi. „Te małpy są szalone” komentują. I jakby na potwierdzenie tych słów rozlegają się kolejne krzyki. Młoda Chinka, która nie porzuciła swojego batonika podczas pospiesznej ucieczki z pomostu, pada ofiarą brutalnego napadu upartej małpy. Dziewczyna twardo trzyma batonik w dłoni, nie chcąc go oddać włochatemu potworowi, który atakuje ją raz z lewej raz z prawej strony. Skoki są szybkie i zwinne. Po dłuższej chwili, gdy na dłoni Chinki pojawiają się pierwsze zadrapania, z płaczem, pokonana, oddaje batonik złodziejce. Takie ataki zdarzają się jeszcze parę razy. Wystarczy, że homo sapiens trzyma coś w dłoni.  Gorzej, gdy tym czymś okazuje się małe dziecko, śpiące w ramionach matki. Tu na ratunek zapłakanej kobiecie przybiega kilku mężczyzn.
Zdenerwowani turyści oskarżają kapitanów łodzi o brak informacji o agresywnych małpach, lecz ci  machają niedbale ręką w kierunku gęstych krzaków. A tam, na drewnianej tablicy  wyblakły napis: „UWAGA! przybyłych na wyspę turystów uprasza się o nie wnoszenie na jej teren jedzenia i picia oraz nie trzymanie w rękach foliowych torebek!”

Monkey Beach, Malezja 2013 rok

Monkey Beach, Malezja 2013 rok

2 comments

  • Jak dobrze, że są ludzie którzy tam pojadą i to opiszą. Spędzą 20h w samolotach i na lotniskach. Brrr koszmar. Bardzo ładny tekst i zdjęcia. Tak trzymaj. Czekam na więcej.

    • Agnieszka Budo

      Znam takiego jednego osobnika, co na wiadomość o 20 godzinach w samolocie też robi WRRRRRR, a potem cieszy się małpimi figlami 😉 Dzięki.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *