DSC_0120

Hong Kong, miłość od pierwszego wejrzenia Cz.I

HONG KONG 2013r.  Jest wysoce prawdopodobne, że po przeczytaniu tego wpisu znajdzie się kilka osób, z moim mężem na czele, które zarzucą mi brak obiektywizmu. Trudno, liczę się z tą przykrą krytyką i jedyne co mam na swoją obronę to to, że od początku była to miłość od pierwszego wejrzenia. I nie ma znaczenia, że pierwsze chwile na zawsze kojarzyć mi się będą z chaosem, Transformersami i odgłosem dudniącym wokół otaczającego mnie placu budowy.

DSC_0004

Transformersy z Hong Kongu ;)

Początki
Z lotniska w Hong Kongu szybką kolejką miejską docieramy do stacji Kowloon i podążając za drogowskazami, opuszczamy przytulny dworzec. Niestety zaraz za drzwiami trafiamy na wysoki mur. Jak okiem sięgnąć otacza on całą dworcową przestrzeń. Wszystkie moje punkty odniesienia, które tak skrupulatnie śledziłam na google street view, zniknęły bezpowrotnie.
Może jednak weźmiemy taksówkę? – mówi bez przekonania Ania – Te plecaki wcale nie są takie lekkie… Lekkie, nie lekkie, ale przecież nasz hostel jest góra sześć przecznic od dworca. Damy radę. Nie bacząc na protest Ani i Maćka przez trzydzieści minut plączemy się po okolicy, szukając kładki, biegnącej nad rozkopanymi ulicami i placem. W ferworze poszukiwań trafiamy na prywatne podwórko, z którego oczywiście nie ma wyjścia na ulicę, ale przez kilka dobrych minut stoimy z szeroko rozdziawionymi buziami. Maleńki skwer ze wszystkich stron otaczają wysokie drapacze chmur, przysłaniając niebo.
Wyglądają, jak Transformersy – wzdycha Anka, a Maciek z niesmakiem patrzy na moją skromną osobę. – To jest ten twój wspaniały Hong Kong?
Różowa fasada Alhambra Building wyraźnie odcina się od reszty zabudowań przy Nathan Rd. Z niemałym trudem, pośród kilkunastu tabliczek informacyjnych, udaje nam się znaleźć kierunek do naszego hostelu. Aby wsiąść do windy musimy przecisnąć się pomiędzy wąskimi słupkami, skutecznie uniemożliwiającymi korzystanie z niej osobom z i na wózkach. Recepcja mieści się na jednym piętrze, a pokoje hotelowe na innym. Architektura budynku jest zaskakująca. Długie, wąskie korytarze biegną po kwadracie, otaczając budynek niczym pierścienie. Od piątego piętra przez środek budynku biegnie pusta przestrzeń. Okna mieszkań wychodzą na galerie, te zaś na głęboką “studnię”, dzięki czemu mieszkańcy ostatnich pięter mają szansę na ujrzenie skrawka nieba. Na poszczególnych kondygnacjach mieszczą się niewielkie fabryczki, gabinety, mieszkania i hostele. Większość drzwi do mieszkań jest szeroko otwarta lub zamknięta jedynie zabezpieczającą je kratą, w związku z powyższym ciekawsko zaglądam do środka. Mieszkania to wąskie prostokąty. Z korytarza wchodzi się bezpośrednio do kuchnio – salonu pozbawionego okna, w którym najważniejszymi meblami są kanapa i telewizor. Późnym wieczorem, na ustawionych na podłodze jednopalnikowych kuchenkach z butlą gazową, gospodynie przygotowują kolację. W pomieszczeniu tym panuje zazwyczaj półmrok, bo pokój z oknem znajduje się na końcu mieszkania. Jedyne oświetlenie, to jarzeniówki z korytarza i lampy w “apartamentach”. Na niektórych piętrach znajdują się wspólne łazienki i WC.
Nasz pokój składa się z dwóch łóżek, na szczęście własnej, maleńkiej łazienki, w której prysznic wisi tuż nad kibelkiem i ogromnego okna wychodzącego na ulicę. Gdy odsłaniam zasłony zauważam bambusowe rusztowanie i ogromny neon, który, jak się później okazuje, oblewa naszą sypialnię różowo – niebieskim blaskiem. Mimo tego maleńkiego mankamentu i tak bardzo się cieszymy z tego okna. Mieszkający za ścianą turyści z Korei nie mają tyle szczęścia. Ich pokój nie ma okna na świat.

DSC_0031

Grunt to ładny widok za oknem.

Drożdżowe bułki
To dziwne, ale podczas naszego pierwszego, wieczornego spaceru po Kowloon, zamiast do restauracji trafiamy do piekarni. Zapach słodkich bułeczek, unoszący się na ulicy, skutecznie kusi przechodniów, którzy tłumnie zaglądają do środka. Na plastikowych tacach ustawiamy kolejno bułeczki ze słodkim twarożkiem, z rodzynkami, szynką, serem, parówką. Wybór jest ogromny, a pracownicy, co i rusz, dokładają świeże wypieki. Siadamy na pobliskim skwerze i pałaszujemy nasze jedzeniowe zdobycze.
Nie wiem, jak wasza, ale moja bułka z szynką i serem jest ze słodkiego ciasta – wzdycha z żalem Maciek, zwolennik konkretnej sztuki mięsa, a nie pszennych wypieków. Fakt jest taki, że niezależnie czym są nadziane, ciasto zawsze jest słodkie. Ale taki drobny mankament da się przeżyć, szczególnie rano, gdy ruszamy na miasto. Tanie, konkretne śniadanie. Czego chcieć więcej ?

DSC_0026 (2)

Widok na Hong Kong Island

Neonowy zawrót głowy
Każdej nocy Hong Kong mieni się tysiącami kolorów. Neony zawieszone są dosłownie wszędzie i na każdej niemal wysokości. Jak zbyt wystrojona choinka w Boże Narodzenie, każda ulica w mieście błyszczy tysiącem światełek. A do tego wszystkiego dochodzą jeszcze rozświetlone wystawy sklepowe, kuszące klientów atrakcyjnymi ofertami. Najciemniej jest na skwerach i w parkach, bo tu światło rzucają jedynie nieliczne latarnie.
Na Promenadzie Gwiazd, szczególnie nocą, panuje spory tłok. Turyści i miejscowi walczą o skrawek wolnej przestrzeni, aby móc zrobić dobre zdjęcie. Co i rusz błyskają flesze, a jakaś kobietka w pobliżu nas przybiera wysoce niewygodą pozycję, wyginając się na każdą stronę z przyklejonym do ust, szerokim uśmiechem. Po drugiej stronie Zatoki Kowloon, po wodach której pływają maleńkie stateczki i promy, wyrasta las wieżowców Hong Kong Island. Stara się on przerosnąć Wzgórze Wiktorii.

DSC_0036

Wystarczy tylko kupić bilet i w drogę.

Przejażdżka promem
Z Kowloon na Hong Kong Island szybko i sprawnie można dostać się metrem, w którym niestety zawsze panuje spory tłok. Wśród Azjatów, którzy ze słuchawkami w uszach i z elektronicznymi gadżetami w dłoniach, nie zwracają uwagi na najbliższe otoczenie, podróż mija stosunkowo nudno. Zupełnie inaczej wygląda przeprawa na drugą stronę miasta promem. Wystarczy w automacie zakupić odpowiednie bilety/żetony i już można oddać się spokojnemu kontemplowaniu architektury Hong Kongu. Czysta przyjemność, której osobiście mogę oddawać się kilka razy dziennie.

C.D.N

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *