DSC_0012

Szczypta Indochin – W drodze z Hue do Hoi An Cz.II

WIETNAM 2014 rok

Z nieba cały czas siąpi kapuśniaczek, który skutecznie utrudnia nam podróż łodzią po Perfumowanej Rzece. Na tle stalowego nieba, pomiędzy koronami drzew, rosnącymi wzdłuż koryta rzeki, powoli zarysowuje się prosta, jak struna, linia Pagody Thien Mu. Oddalona zaledwie o trzy kilometry od Cytadeli w Hue, stanowi odwieczny symbol dawnej stolicy cesarstwa. Wybudowana w 1601 roku jest najwyższym budynkiem sakralnym w Wietnamie.

DSC_0756

Pagoda Thien Mu, Wietnam 2014 rok

Po obydwu stronach Perfumowanej Rzeki ciągną się pola ryżowe i pastwiska, na których od czasu do czasu pojawiają się brązowe krowy. W oddali majaczą gęsto porośnięte wzgórza. Z niemałym trudem, wykonując akrobatyczne wręcz figury, pokonuję wąską, śliską kładkę, przerzuconą na brzeg. Przesiadamy się do niewielkiego autokaru i ruszamy w stronę grobowca Minh Magnusa, kolejnego punktu programu. Panująca wszechobecnie cisza potęguje uczucie małości i bezradności, jakiego doświadczam, przechodząc przez pierwszą bramę i stając przed szerokim placem, prowadzącym do najważniejszych świątyń i samego grobowca. Jeśli architektom chodziło o wzbudzenie respektu i oddanie szacunku osobie tu spoczywającej, osiągnęli swój cel. Nikt błahy i niegodny uwagi nie może przecież leżeć w tak pięknym miejscu. Tarasy, mosty, jeziora. Wszystko doskonałe, z uwzględnieniem najdrobniejszych detali architektonicznych.

DSC_0827

Dopiero za drugim murem okalającym grobowiec Minh Magnu znajdują się prawdziwe perełki architektoniczne. Wietnam 2014 rok.

DSC_0005

A dokąd ta brama prowadzi?

DSC_0017

Główne zabudowania grobowca Minh Magnu.

Khan Dinh był ostatnim cesarzem Wietnamu i ogromnym zwolennikiem francuskiej kultury. Władca, silnie współpracujący z francuskim rządem, podobnie jak jego poprzednicy, jeszcze za życia rozpoczął budowę swojego grobowca, na jednym ze stromych wzgórz prowincji. Prace nad grobowcem trwały od 1920 do 1931 roku. Aby zakończyć inwestycję, cesarz podniósł podatki, co sprawiło, że nie miał wielu zwolenników. Sympatyków nie przysporzyły mu również bliskie kontakty z francuskim kolonizatorem.

DSC_0049

Jeden z najpiękniejszych grobowców jakie widziałam.

Strome schody prowadzą do pierwszej bramy, za którą znajdują się kolejne schody, wzdłuż których biegną smocze poręcze. Na pierwszym tarasie stoi wykuta z kamienia armia, mająca chronić po śmierci spokoju władcy. Główny grobowiec mieści się na trzecim tarasie. Bogato zdobione mozaikami wnętrze i złocony posąg Khai Dinh’a robią spore wrażenie. Ale czy na pewno spoczywają tu cesarskie szczątki?

DSC_0056

Tu ponoć spoczywają szczątki cesarza Khan Dinh.

Ostatnim punktem programu jest grobowiec cesarza Tu Duc, ostatniego monarchy z dynastii Nguyen. To jedna z bardziej barwnych postaci wietnamskiej historii. Władca, posiadający ponad sto żon i nałożnic, nigdy nie doczekał się potomstwa i w związku z tym sam był zmuszony do napisania swojego epitafium. Zostało ono wyryte na największym kamieniu nagrobnym w Wietnamie, którego transport, z oddalonego o 500 km. kamieniołomu, zajął aż cztery lata. Główny grobowiec oraz świątynie i pawilony dla służby, mającej po śmierci zajmować się władcą, ukończone zostały na wiele lat przed śmiercią Tu Duc’a. W związku z powyższym cesarz jeszcze za życia postanowił zamieszkać w grobowcu – wraz ze swoim licznym dworem, żonami i konkubinami. Tak oto grobowiec stał się rezydencją. A, że udogodnień było wiele, cesarz się nie nudził. Pływał łodziami po jeziorze, polował na zwierzynę łowną w okolicznych lasach. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że ostatni przedstawiciel rodu Nguyen, który spędził część swojego życia w grobowcu, został pochowany w tajnym miejscu na terenie miasta Hue. Aby tajemnica tego miejsca nie została nigdy ujawniona, ponad 200 ludzi, którzy uczestniczyli w pochówku władcy, zostało ściętych tuż po powrocie z pogrzebowych uroczystości. Kto go odnajdzie? Zagadka pozostaje nierozwiązana do dnia dzisiejszego!

DSC_0110

Pozostałości po grobowcu cesarza Tu Duc. Wietnam 2014 rok.

Wczesnym rankiem opuszczamy Hue. Przed nami kilka godzin jazdy do Hoi An. Wąska wstęga drogi błądzi wzdłuż zielonych pagórków, miasteczek i maleńkich wiosek. – Czy mi się wydaje, że przy tych domkach i wśród pól ryżowych stoją groby? – pytam niepewnie Maćka, bo może mam jakieś zwidy. Okazuje się jednak, że nie mam. Jeszcze do niedawna panował w Wietnamie zwyczaj, że na wsiach i w małych miasteczkach zmarłych chowano tuż przy domu lub na polu ryżowym należącym do rodziny. – Teraz władze powoli tego zabraniają, ale ludzie i tak robią swoje. Tradycja i zwyczaj są zbyt silne – wyjaśnia nasz kierowca, Hung. – W Wietnamie bardzo silny jest kult zmarłych, których traktujemy z ogromnym szacunkiem. Dlatego na przykład w domach mamy maleńkie świątynie, w których czcimy dusze naszych bliskich. Nie wszystkie duchy są jednak mile widziane. Przed niektórymi należy uciec i dlatego w dawnych czasach budowano w miastach labirynty wąskich uliczek, aby żywi mogli zgubić w zaułkach niechcianych towarzyszy. Również domy zabezpieczano przed nieproszonymi odwiedzinami, stosując różnego rodzaju zapory. Jedną z nich było budowanie niewielkiego murku zaraz za bramą wejściową do domu. Duchy myślały, że to ślepy zaułek i zawracały. Jeśli jednak trafił się jakiś bystry przedstawiciel zaświatów, to szedł dalej. Kolejną zaporą był basen z wodą. Duch nie mógł go obejść, musiał przejść przez wodę, a wiadomo, że się jej boi. A nasze spadziste dachy? One również były gwarantem bezpieczeństwa – z takich dachów bardzo łatwo można spaść…
W Wietnamie uroczystości żałobne trwają trzy dni, podczas których rodzina, przyjaciele i znajomi spotykają się przy zmarłym, śpiewają, palą kadzidła i wspominają. Gdy wróżbita uzna, że już czas, nieboszczyk, wraz ze swoimi rzeczami osobistymi, wkładany jest do trumny i zostaje pogrzebany w tymczasowym grobie. Trzy dni po pogrzebie rodzina przychodzi ponownie na grób i zaprasza zmarłego do domu na posiłek. Setny dzień od dnia śmierci, obchodzony jest jako koniec łez. Rodzina zabiera z grobu wszelkie pamiątki po zmarłym i przenosi je na rodzinny ołtarz przodków. – Po trzech latach od śmierci, podczas specjalnego rytuału z udziałem najbliższej rodziny, zostają ekshumowane szczątki zmarłego. Kości zostają oczyszczone, złożone do trumny i pogrzebane w ostatecznym grobie. W dawnych czasach, szczególnie na wsiach, szczątki pozbawiano nóg, aby zmarły nie mógł już nigdy wrócić do świata żywych. Zatrzymujemy się przy jednym z pól ryżowych, na którym stoją dwa kolorowe groby. Obok nich, jak gdyby nigdy nic, rolnik, w ogromnym kapeluszu na głowie, brodzi w wodzie, doglądając sadzonek. Żywi i zmarli obok siebie, tak to wygląda w Wietnamie.
Aby dostać się do Da Nang musimy pokonać góry. Wspinamy się powoli, krętą drogą, a widoki wywołują uśmiech; w dole – błękitne wody Morza Wietnamskiego, z drugiej strony zielone wzgórza, dzielące kraj na dwie części: północ i południe. Wzdłuż drogi od czasu do czasu stoją kobiety i sprzedają … szczury. Można kupić sześć lub dwanaście sztuk. Powiązane za ogony, wiszą martwe, na patykach. Ile kosztują? Szczerze mówiąc nie mam odwagi zapytać.

DSC_0143

Północ i południe – graniczna linia, dzieląca kraj.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *