quneitra

Zapach Syrii Cz. III – Przez Bosrę do Maaluli i na Wzgórza Golan

Syria, 2002 rok   Od przeszło godziny nie minął nas żaden samochód. Po pustej drodze hula tylko wiatr. Ze 140 kilometrów, które mieliśmy dzisiejszego ranka do przejechania, pozostało nam jeszcze 30. Kierujemy się na południe od Damaszku do Bosry, której główną atrakcją, według przewodników, jest wspaniała cytadela, będąca tak naprawdę rzymskim amfiteatrem, otoczonym umocnieniami i zamienionym w twierdzę.
Na ulicach Bosry panuje względnie umiarkowany ruch. Od czasu do czasu, między murami dość nędznie wyglądających budynków, dostrzegam skryte pod czadorami grupki kobiet, którym zawsze towarzyszy męski cień. Cytadela – ogromny obiekt pośrodku pustego placu, prezentuje się wspaniale. Mam wrażenie, że solidnych, kamiennych murów, wzniesionych tu jeszcze za czasów Umajjadów, nie jest w stanie zburzyć żadna siła. Tuż przed wejściem natykam się na kilka straganów z kolorowymi szalami, ludową biżuterią i świeżymi, soczystymi mandarynkami. Skąd w tym kraju pochłoniętym przez piach, kurz i pył, tak cudnie dojrzałe owoce? Nie mam bladego pojęcia. Cytadela ponownie zamieniona została w okazały amfiteatr z ogromną półokrągłą widownią i imponującym zapleczem scenicznym. Zresztą, jeśli prawidłowo wybierze się termin wizyty w tym mieście, można trafić na międzynarodowy festiwal muzyczny, odbywający się tu co roku. Akustyka jest doskonała. Nawet w ostatnim rzędzie, na samej górze, słychać najciszej wypowiedziany szept. Z ostatnich rzędów roztacza się również widok na najbliższą okolicę. Jak okiem sięgnąć morze płaskich dachów, niska zabudowa, gdzieniegdzie zielona enklawa rachitycznej zieleni i piach. Piach wdzierający się w każdą najdrobniejszą szczelinę codziennego życia.
Po opuszczeniu wiekowej budowli postanawiamy zobaczyć jeszcze, znajdujące się nieopodal, stare miasto z Bramą Wiatrów i Bramą Latarni oraz rzymskie ruiny, które od stuleci są wiernymi, acz niemymi „świadkami” ogromu imperium rzymskiego.

bosra

Bosra, zdjęcie z www.asien.net

Język Boga
Im bliżej jesteśmy Maaluli, kolejnego etapu naszej podróży, tym bardziej ruch na drodze wzmaga się. Mijają nas przede wszystkim samochody kombi z napędem na cztery koła oraz ogromne ciężarówki, przewożące piach i kamienie. Im bliżej gór, tym droga staje się coraz węższa. Wije się wśród skalnych ścian wąwozu, z których od czasu do czasu osuwają się na nią mniejsze i większe odłamki. Maalula to maleńkie, górskie miasteczko przyklejone tarasowo do zbocza skał. Z daleka wygląda niezwykle malowniczo, przede wszystkim z powodu tego, że dachy jednych domów stanowią jednocześnie podstawę innych. Maalula wygląda bardziej jak wioska z końca XIX wieku niż miasto, którego historia sięga czasów aramejskich i które oparło się najazdom rzymskim, zmieniając jedynie nazwę na Seliocopolis, a za czasów bizantyjskich przeobraziło się w ważny ośrodek religijny. Ważny przede wszystkim dla chrześcijan, jako miejsce kultu św. Tekli.
Wiele kościołów w Maaluli ukrytych jest wśród stromych skał gór, okalających miasteczko. Wygląda to niezwykle pięknie, szczególnie o zachodzie słońca, gdy piaskowe szczyty toną w pomarańczowym świetle. Na ich tle zarysowują się białe ściany budynków. Im bliżej nocy, tym wyraźniej widać świecące zielonymi neonami kościelne krzyże.
Siedząca na klepisku przed ołtarzem zakonnica przypomina raczej zasuszonego elfa, niż osobę duchowną. Jej szaty rozkładają się falami wokół niej. W zasuszonych dłoniach, powleczonych papirusową skórą, trzyma różaniec. Z jej ust dobywa się głos. Mówi w nieznanym mi języku, szalenie miękkim i melodyjnym. To staroaramejski, który dominował na całym Bliskim Wschodzie od pierwszego do siódmego wieku naszej ery. Jest to język, którym ze swoimi uczniami porozumiewał się prawdopodobnie Chrystus. Maalula to jedno z trzech miejsc na ziemi, w którym język ten jest jeszcze żywy.

maalula_syria_by_buddhaamer

Maalula, zdjęcie buddhaamer.deviantart.com

Oddech wojny
Im bliżej Wzgórz Golan, na granicy syryjsko-izraelskiej, tym więcej wojskowych patroli. Natomiast samochodów osobowych, ciężarówek czy motorów nie widać. Za oknem rozciąga się pusty krajobraz porośnięty kiedyś zieloną trawą i krzakami, a teraz straszący martwą naturą, pożółkłą od niemiłosiernie palącego słońca. Po prawej stronie drogi dostrzegam równie martwy, jak otaczająca mnie przyroda, zardzewiały czołg. Uczucie przygnębienia nie opuszcza mnie od dłuższej już chwili. – Pamiętaj, że musisz trzymać się blisko mnie. Nie wolno ci się oddalać. Kamizelka kuloodporna wbija mi się w podbrzusze. Jest strasznie niewygodna i ciężka, ale względy bezpieczeństwa są nieubłagane. Mijany właśnie obóz uchodźców palestyńskich jest przygnębiający. Stare namioty z łopoczącymi na wietrze płachtami zbite są w jedną, tętniącą smutnym życiem, bryłę. Ludzie, głównie kobiety, dzieci i starcy starają się w tych prymitywnych warunkach prowadzić codzienną egzystencję. Egzystencję, która, z mojego wygodnego samochodowego fotela, przypomina bardziej walkę o przeżycie w obozie otoczonym drutem kolczastym. Po kilku minutach przekraczamy strefę buforową lub innymi słowy linię demarkacyjną, której aktualnie pilnują polscy żołnierze, służący w siłach pokojowych ONZ. 10 km przed Qunetrą zaczyna eskortować nas policja; dwa motory i radiowóz na światłach i sygnale. Uczucie niepewności narasta. W przeciwnym kierunku, na pełnym gazie, jedzie wóz opancerzony ONZ. Po przekroczeniu trzeciego, ostatniego już punktu kontroli widzę jedynie ruiny, druty kolczaste i spaloną słońcem ziemię.
Po pełnych życia ulicach Damaszku, ruiny syryjskiego miasta Qunetra przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Kiedyś pełne życia, dzisiaj straszą zgliszczami wypalonych i zbombardowanych budynków. Strefa zdemilitaryzowana – niemy, naoczny świadek okrucieństwa i bezduszności wojny, która obróciła w pył miasto w 1974 roku. Najlepiej zachowały się pozostałości po kościele i meczecie. Wchodzę na samą górę wieży i rozglądam się po okolicy. – Co mówiłem? – krzyczy na mnie mój „opiekun”. – Nie wychylaj się. Nigdy nie widomo, kto może być w pobliżu. Coraz mniej mi się tu podoba. Powoli zaczynam marzyć o powrocie do samochodu i ucieczce stąd jak najdalej. – A wiesz, że stacjonują tutaj żołnierze z Polski? Kiwam potakująco głową. C.D.N.

quneitra

Quneitera

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *