Crac_des_chevaliers_syria

Zapach Syrii Cz. IV Łamiąc dobre obyczaje

Syria 2002 rok    Chrzęst mieczy, tętent końskich kopyt, krzyki rycerzy… otwieram oczy i rozglądam się zachwycona po głównym dziedzińcu Krak des Chevaliers – twierdzy, która nigdy nie została zdobyta, a po upadku Jerozolimy stanowiła ostatnie schronienie Krzyżowców. Idealna, istniejąca od stuleci, żywa sceneria na przygodowy film. Patrząc na doskonale zachowane zewnętrzne mury obronne, których pierwotna grubość wynosiła 6 metrów, trudno mi uwierzyć, że twierdza liczy sobie przeszło 1000 lat, a do pierwszej połowy lat 30. XX wieku była jeszcze zamieszkana przez okoliczną ludność. Mimo wszechobecnego gorąca czuć w powietrzu zapach stęchlizny i wilgoci kamiennych murów. Pewnie łatwo można było nabawić się tu reumatyzmu.

45054_krak_des_md
Szczerze mówiąc, gdy opuszczałam samochód o niczym nie myślałam. Przystanek miał być krótki. Wyskakujemy po szybkie sprawunki na bazarze i wracamy do wozu. Nic trudnego, wszystko miało zająć nam raptem 10 minut. Bazar w Tartus okazał się kłębowiskiem ludzi i wielką rozmaitością towarów, począwszy od kanistrów z benzyną, poprzez owoce, tekstylia, chemię, wyroby spożywcze i żywy inwentarz. Zawzięcie przepychaliśmy się do upatrzonych straganów, kupując po drodze orzeszki, figi, mandarynki i butelki z wodą. Objuczona trzema siatkami postanowiłam wrócić. – Trafisz do samochodu? Chyba sobie żartują, zadając mi to pytanie. Oczywiście, że tak. Odwracam się na pięcie i w drogę. Na początku nie czuję tych spojrzeń. Patrzę pod nogi i przepraszam, przeciskając się niemal po plecach mijanych ludzi. Coś jednak jest nie tak. Podnoszę wzrok i trafiam na pierwszą z nich. Stoi kilka metrów przede mną i przygląda mi się morderczym spojrzeniem, w którym kryje się złość, nienawiść i wstręt. Przechodzą mnie dreszcze, a po plecach spływa cienka stróżka potu. Rozglądam się niepewnie i trafiam na kolejne spojrzenie. I kolejne i jeszcze kolejne. Są wszędzie. Kobiety okryte od stóp po czubek głowy. Mam wrażenie, że wokół mnie nikogo innego oprócz nich nie ma. Przepychanie się idzie mi coraz trudniej. Jedna siatka utknęła między dwoma kobiecymi kształtami. Ogarnia mnie autentyczny strach. Mam ochotę krzyknąć: o co chodzi? Ale i tak nikt mnie nie zrozumie. Jednak, gdy jedna z zawoalowanych istot spluwa w moim kierunku, zaczynam sama rozumieć. Moje nagie ramiona i obszerny dekolt działają na otaczające mnie kobiety, jak płachta na byka. Tak się spieszyłam przy wysiadaniu, że zapomniałam zgarnąć ze sobą chusty. Zapomniałam, a teraz nie wiem, czy dojdę do samochodu. Przepraszam w myślach, nie chciałam was obrazić swoim ubiorem. Zaczyna braknąć mi tchu, a do oczu napływają łzy. Uczucie strachu jest potworne. Jeszcze nigdy nie czułam się tak samotna i osaczona. Te kobiety jawnie i namacalnie mnie nienawidzą, a przechodzący w pobliżu mężczyźni nawet na nas nie patrzą, dając im nieme pozwolenie na takie zachowanie wobec, nieszanującej obowiązujących zasad, Europejki. Samochodu dopadam z duszą na ramieniu. Drzwi otwierają się opornie, bo opatulony w czadory i chusty tłum, wcale nie chce tak łatwo pozwolić mi odejść. – Coś nie tak? – pyta kierowca widząc moją minę. Nie, ale błagam, odjedźmy już z tego miejsca jak najdalej. C.D.N.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *