_83002752_478680659

Zapach Syrii Cz. VII – Zenobia, królowa pustyni

Syria 2002 rok   Syryjska pustynia to nie piasek, ale przede wszystkim skalne równiny, które w poświacie księżyca przypominają bardziej kosmiczny krajobraz niż ziemski świat. Wszystkie drogi zmierzające przez tę właśnie pustynię prowadzą do największego klejnotu Syrii – Palmyry. To ogromne wykopalisko archeologiczne, zajmujące powierzchnię ponad 50 ha. To ruiny starożytnego miasta z II wieku n.e., które słynęło niegdyś z monumentalnych budowli. W 744 r. zostało zburzone przez Arabów i trzęsienie ziemi.
Zacznę jednak od początku, czyli od znajdującej się w samym sercu syryjskiej pustyni zielonej oazy ze źródłem krystalicznie czystej wody. Jak wiadomo w pustynnym terenie woda cenniejsza jest niż złoto i wiedzą o tym najpotężniejsi tego świata. Jeśli taka naturalna studnia znajduje się na drodze jedwabnego szlaku, wcześniej czy później ktoś mądry to wykorzysta. Pierwsze ślady osadnictwa na tym terenie pochodzą z czasów neolitu, ale prawdziwy rozkwit i sławę Palmyra zawdzięcza jednej osobie i to w dodatku kobiecie – królowej Zenobii, o której znany podróżnik Richard Katz tak pisał w swojej książce „Żniwo wędrówek”: „Niewiele istniało kobiet, które by milionowymi ludami rządziły jak mężczyźni. Najpotężniejsza i najśmielsza z nich zwała się Zenobia. Była też mądra i sprytna, a wiedząc, że woda na pustyni cenniejsza jest od złota uznała, że karawany, które z niej korzystają, powinny były za nią płacić. Uzyskiwane w ten sposób dochody przeznaczała na opłacanie armii Beduinów i gotowych na wszystko awanturników, z pomocą których zdobyła Syrię, Mezopotamię, Palestynę, rozciągając zasięg swojej władzy aż po piramidy Egiptu. Zdolności tej kobiety nabierają cech geniuszu, gdy uświadomimy sobie, że w czasie tych zwycięskich batalii znajdowała jeszcze czas na ściągnięcie do Palmiry wybitnych artystów, którzy postawili Baalowi i bogowi księżyca świątynię o czterystu kolumnach oraz wokół małego źródła wybudowali na pustyni wspaniałe miasto

2016-02-08-1454972599-3819290-palmyra

Zdjęcie z huffingtonpost.jp

Jego pozostałości usytuowane są w oazie Tadmur, która przypomina trochę scenerię do filmu o kowbojach: szpaler sklepów po obu stronach głównej, piaszczystej drogi, chodniki zbite z desek i dostawione do budynków.
Jakże jednak to trochę prymitywne skojarzenie nie pasuje do pełnego powagi, piękna i potęgi widoku, jaki jawi się turystom o wschodzie słońca. Widzimy na horyzoncie niewielkie skały, a przed nimi, skąpane w pomarańczowej poświacie, imponujące ruiny pałaców, świątyń i grobowców. Elegancko przybrane wielbłądy przechadzają się niespiesznie wśród starożytnych ruin, a gorące powietrze odbija się od złocistego piasku. I w tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję.
Nienawidzę jazdy na wielbłądzie. Nie umiem się zrelaksować i już na samym początku strasznie się spinam. Niebezpiecznie lecę do przodu. Ze wszystkich sił ściskam udami niewygodne, obszerne siodło, w które wbijam rozczapirzone ze zdenerwowania palce dłoni. Po chwili, gdy mam wrażenie, że lada moment wyląduję głową w piasku, lecę do tyłu i w górę. Niebezpiecznie wysoko. Lewe nogi, prawe nogi, lewe nogi … i tak bez końca. Bujam się z jednej strony na drugą, modląc się w duchu o prosty fragment szlaku i bardziej skoordynowane ruchy mojego wierzchowca. Mokre parsknięcie i zniecierpliwiony ruch łbem dają mi jasno do zrozumienia, że coś robię nie tak. Popuszczam lejce. Nie będę negocjowała z niebezpiecznym złośliwcem o ogromnych, żółtych zębach. Poddaję się jego woli. Lepsze to niż szybka droga w dół, gdyby nagle się okazało, że ma ochotę mnie zrzucić. Po jeździe zawsze następuje zsiadanie. Adrenalina sięga zenitu. Spinam się ponownie, gotowa na tę właśnie chwilę. Chwilę, gdy lecę niebezpiecznie szybko do przodu, by już po chwili cofać się do tyłu. Głośny plask świadczy o szczęśliwym zakończeniu podróży.

Cieszę się, że odbyliście razem ze mną tę podróż w przeszłość do kraju, którego już nie ma w takiej formie, w jakiej mi dane go było doświadczyć. Mam nadzieję, że słysząc w mediach doniesienia z działań wojennych w Syrii będziecie mieć na uwadze to co napisałam.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *