P1020249

W oparach absurdu

Zjednoczone Emiraty Arabskie Od dwóch dni cieszyłam się błogim lenistwem w czterogwiazdkowym hotelu w Fujairah. Dzień zaczynałam od wczesnego śniadania w stylu kontynentalnym, następnie, pocąc się jak mysz, szłam na basen, by rozłożyć swoje białe, bezwstydne ciało na wiklinowym leżaku pod parasolem. Duszne, gorące powietrze w ciągu ułamka sekundy zmienia się w wilgotny kisiel, oblepiający mnie ze wszystkich stron. Skórę mam słoną i lepką. Nie pomaga zimny prysznic, ani godzinne pławienie się w wodzie. Co sprytniejsze białe twarze nie wychodzą z basenu, korzystając z baru, usytuowanego pośrodku największego obiektu wodnego. Przy kolorowych drinkach, śmiejąc się głośno, ściągają na siebie zniesmaczone spojrzenia tubylców, którzy z rodzinami uciekli od miejskiego zgiełku, aby cieszyć się morską bryzą. Przyglądam się im spod ciemnych okularów. Panowie, zazwyczaj w szlafrokach i szortach do kolan, leżą pod szerokimi białymi parasolami. Starsze kobiety, stawiam na teściowe, w czarnych burkach, zajmują się młodszą dziatwą, która wyrywa się do wody. Dzieciaki przystrojone w koła do pływania i dmuchane skrzydełka piszczą, krzyczą i strasznie chlapią, gdy już wreszcie uda im się wyrwać spod babcinej kurateli. Żony-matki spędzają czas przy mężu, podając mu soki i najróżniejsze przekąski.

DSC08877

Nad basenem, nad morzem, grunt, że nad wodą ;)

Szczególnie sympatyczne wrażenie robi jedna para. On – muskularny, krępy, koło trzydziestki z nieodzownym zegarkiem, którego złota busola i bransoleta zajmują prawie cały nadgarstek. Ona – skromnie spuszcza ogromne czarne oczy, a spod czarnej chusty, którą ma zawiązaną na głowie, wymykają się kędziory rudych włosów. Co do figury to trudno określić. Raczej szczupła, choć obszerna biała bluzka i czarne spodnie za kolana stanowią doskonały kamuflaż. On pływa jak ryba. Ona z córką siedzą na leżakach lub na brzegu basenu i przyglądają się jego wyczynom. Gdy przepłynie kilka długości, podpływa do nich i zaprasza do wody najpierw córkę. Mała piszczy wniebogłosy, gdy ciągnie ją za rączki po wodzie. Śmieją się oboje. Później przychodzi kolej na Nią. Ona dopiero uczy się pływać pod jego czujnym okiem. Idzie jej topornie, ale On ma cierpliwość i co najważniejsze czas.

P1020257

W drodze do Omanu. Port jest za moimi plecami (musicie mi uwierzyć na słowo ;)

Późnym popołudniem, gdy na niebie zaczynają pojawiać się pomarańczowe smugi zachodzącego słońca, do ogrodowej restauracji, na obszerny taras obstawiony kolorowymi kwiatami, wkraczają kobiety. Mam wrażenie, że to jakieś stowarzyszenie lub klub miłośniczek książek. Buzie im się nie zamykają i robią straszne zamieszanie. Zestawione dla nich stoły, uginają się od maleńkich przystawek, sosów, owoców i słodyczy. Ich ciała skrywają czarne czadory, spod których od czasu do czasu wystaje kolorowy pantofelek lub lakierowana skórka szykownej szpilki. Jedyne czemu jestem w stanie dobrze się przyjrzeć, to torebki i pierścionki, zdobiące ich palce. Jedno i drugie – wysokiej jakości dodatki, zaczynające się od kilku tysięcy dolarów. Klub miłośniczek książek jest głośny, a że jedzenie przez zasłaniające ich twarze zasłony, nie należy do łatwych – ciasteczko trzeba umiejętnie i zgrabnie wsunąć pod wiszącą kotarę – krępująca cisza im nie grozi.

Po kolacji idę do ogrodu na swoją upatrzoną ławeczkę, ukrytą pod jaśminem i przyglądam się scenie, jak z baśni z tysiąca i jednej nocy. Na hotelowej plaży pojawia się duży biały namiot, do którego prowadzi czerwony kobierzec. Podłogę namiotu ścielą barwne dywany, na których ustawiono drewniany stół z zastawą stołową i dużymi świecznikami. Na fotelu przed stołem siedzi młody mężczyzna, spowity w białe szaty i chustę. Z ogrodu powoli wyłania się procesja kelnerów, niosących na tacach różne dania. Z sześciu propozycji wybiera jedną, którą niespiesznie przeżuwa. Po kolacji, przy blasku świec i pochodni, przy szumie morza, włącza komputer i przegląda papiery. Gdy idę spać, On cały czas pracuje na plaży.

P1020262

Robotnicy w porcie… Oby się nie przemęczyli…

Księżycowy krajobraz
Do Omanu w jedną stronę płynę łodzią. Pogoda nieustająco ta sama: upał, wilgoć, palące słońce. W duchu dziękuję za górny pokład motorówki i chłodzącą mnie lekką bryzę. Wybrzeże robi raczej dość ponure wrażenie. Beżowy brzeg, beżowe skały i gdzieniegdzie jakiś klockowaty budynek, przykryty płaskim dachem. Wszechobecny beż ostro kontrastuje z błękitnym niebem i lazurową wodą. Kąpiel w jej odmętach, to czysta przyjemność dla ciała. Jest bosko. Na horyzoncie nie ma innych statków, jest cicho i tylko od czasu do czasu nad moją głową przelatuje duże ptaszysko. Warstwę soli spłukuję pod prysznicem ze słodką wodą i przez ułamek sekundy moje ciało pokrywa gęsia skórka. Wystarczy jednak minuta na lądzie, by lepkie, duszne powietrze otuliło mnie ponownie, niczym kokon. Wracam samochodem, jadąc trochę w głąb kraju. Stwierdzam, że krajobraz niczym nie różni się od tego z wybrzeża. Po szerokich, pustych drogach suną od czasu do czasu ogromne samochody terenowe. Mijane domostwa, utrzymane w prostej, kwadratowej formie, z frontu pozbawione są okien, przez co sprawiają przygnębiające wrażenie. Przy kilku, przecinających drogę rondach, wznoszą się ku niebu wieże minaretów, zdobiących meczety. C.D.N.

P1020282

Nie byłam jedyna na tych wodach… W drodze do Omanu.

P1020286

Kosmiczny krajobraz i bezkresne wody ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *