P1020615

Pustynny korek

Zjednoczone Emiraty Arabskie    Witam po krótkiej przerwie 😉 Zanim opowiem Wam o mojej ostatniej wyprawie, zapraszam raz jeszcze do Emiratów :)

I znowu siedzę w samochodzie. Jak tak dalej pójdzie, moje nogi zapomną do czego służą. Od godziny, w wątpliwym towarzystwie innych samochodów terenowych, mknę asfaltową drogą, prowadzącą w głąb pustyni. Czemu się na to zdecydowałam? Szczerze mówiąc, nie było innego wyjścia. Zestaw obowiązkowy, przypisany niemal do pokoju hotelowego. Mój kierowca, Hamza czyli Lew, burczy zamiast odpowiadać pełnymi zdaniami i chowa oczy za ogromnymi przeciwsłonecznymi okularami. Nagle, zupełnie niespodziewanie, opuszczamy asfaltową, równą drogę, wpadając w lotne piaski pustyni. Okazuje się, że Hamza, to taki przyczajony kotek, który, gdy tylko poczuje odrobinę wolności, z domowego mało sympatycznego kocura, zmienia się w prawdziwego dzikiego lwa.

P1020608

Wolne miejsce na pustyni? No cóż, w okolicach Dubaju to dość trudne…

Zjazd z wydmy pionowo w dół, ostry zakręt w lewo i stromy podjazd po górę. Czy tu jest jakaś tajemnicza droga, widoczna tylko dla kierowców? Zaczynam się dobrze bawić. Wyrwana z tępego odrętwienia, podskakuję na tylnym siedzeniu, a usta rozciąga mi szeroki uśmiech. Rany, jak ja lubię taką jazdę. Przed nami rozpościera się typowy pustynny krajobraz. Jak okiem sięgnąć piach, piach i jeszcze raz piach. Mój Lew prowadzi samochód z iście ułańską fantazją, dzięki czemu przestałam już zwracać uwagę na jadące za nami i przed nami inne samochody. Pakiet indywidualny kosztuje pewnie krocie.

P1020611

Chwila relaksu przed dalszą drogą ;)

Parkujemy na szczycie ogromnej góry, tuż koło innych samochodów. Wysiadam. Piasek pod gołymi stopami rozgrzany jest do granic przyzwoitości. Nie ma innej możliwości, muszę jednak włożyć kupione dzień wcześniej na bazarze buty. Zielone czółenka, bogato wyszywane plastikowymi świecidełkami, wyglądają dość zabawnie, gdy siadam na długiej, plastikowej desce i zjeżdżam po stromym zboczu w dół. Drobny, pustynny piasek dostaje się w każdy zakamarek mojego ciała. W chwili obecnej staram się jednak nie myśleć o tym, jak się go pozbędę. Po czwartym zjeździe Hamza zatrzymuje mnie na szczycie wzgórza i wskazuje na ogromną kulę pomarańczowego słońca, która dostojnie zaczyna topić się w odmętach piaskowych fal. Widok jest wspaniały. Złote drobinki piasku pokrywa pomarańczowa poświata, która w ciągu zaledwie kilku minut bezpowrotnie gaśnie.

P1020615

Czy na pustyni może być korek?

Teraz przychodzi czas na kolejną atrakcję. Zostawiam samochód i w dalszą drogę ruszam na wielbłądzie. Szczerze mówiąc nie mam zaufania do tych inochodźców. No, ale cóż zrobić, jak mus to mus. Wielbłądzia karawana rusza do przodu. Pustynia tonie w ciemnościach. Hen, hen daleko, na horyzoncie, majaczą rozstawione pochodnie. Do obozowiska, które okazuje się być „osadą” złożoną z dwudziestu namiotów, docieramy w niecałe trzydzieści minut. W każdym namiocie, ku uciesze turystów, jest coś innego. W jednym można zjeść i wypić, w innym kupić pamiątki, a w jeszcze innym zrobić sobie tatuaż z henny.

P1020609

Za którym śladem mamy podążać?

W drodze powrotnej zaczyna dmuchać gorący wiatr. Asfaltowa droga niknie od czasu do czasu, zasypana pustynnym piachem. Dubaj majaczy na horyzoncie, jak rozogniona kula dyskotekowa, mieniąca się tysiącem barw.

P1020616

Chyba się dobrze bawimy ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *