P1020008

Wanderful, wanderfu Kopenhaga cz. I

I znowu tu jestem 😉

Kopenhaga ma bardzo wiele zalet, a jedną z nich jest fakt, że wszędzie jest blisko i w żaden sposób nie można się tu zgubić. Najgorsze sieroty, ciapy i kompletnie niezorientowani w terenie poradzą sobie w tym mieście bez większego problemu. Na autobusy miejskie i na kolejkę obowiązują te same bilety. Kupując bilet, na którym jest dziesięć przejazdów, trzeba tylko pamiętać, ile „dzielnic” – „stref” mamy do przejechania. Od tego zależy bowiem jego cena.

P1020011

Centrum Kopenhagi ;)

Najlepszym miejscem orientacyjnym w centrum jest Dworzec Główny i sąsiadujące z nim Ogrody Tivoli, które otworzyły swe podwoje w 1843 r. i od tamtej pory stanowią jedno z bardziej obleganych miejsc w stolicy Danii. Park z wesołym miasteczkiem pełen jest wszelkiego rodzaju karuzel, kolejek, pałaców strachu, restauracji, cukierni, lodziarni i tak bardzo „ukochanych” przez wszystkich rodziców sklepów z zabawkami. O zgrozo, trafić tu z dwójką lub czwórką szkrabów, to koniec świata. To również ogromny ból dla portfela, gdyż za wszystkie atrakcje trzeba całkiem słono płacić. A jakby tego było mało, na tyłach Ogrodów Tivoli znajduje się Muzeum Figur Woskowych.

P1020121

Ogrody Tivoli to frajda dla dużych i małych ;)

Kopenhagę zwiedzam pieszo z mapą w jednej ręce i przewodnikiem w drugiej. Przed Ratuszem stoi, jak co dzień, grupka turystów, którzy zadzierają wysoko głowy, aby przyjrzeć się wysokiej wieży z zegarem, z której roztacza się wspaniały widok na całe miasto. Zanim jednak dane mi będzie podziwianie panoramy Kopenhagi, muszę pokonać niezliczoną ilość krętych, wysokich i bardzo stromych schodów. Nie patrzę jednak pod nogi tylko wysoko zadzieram głowę i przyglądam się sufitom, które w kilku miejscach są bardzo ładnie malowane i przyozdobione imponującymi ornamentami.

P1020012

Kawiarnie, kawiarenki, kafejki…

Trakt Indre By przypomina troszkę warszawski Nowy Świat. Na tej reprezentacyjnej ulicy miasta, wyłączonej z ruchu samochodowego, trzeba jednak bardzo uważać, gdyż w każdej chwili można dostać się pod koła, pędzących z zawrotna prędkością, rowerzystów. Lawiruję jak szalona między cyklistami, grupkami turystów i zwykłymi mieszkańcami miasta, którzy jak morze rozlewają się po całej ulicy. Widok, jaki ukazuje się moim oczom, wprawia mnie w lekkie osłupienie. Gnana ciekawością podążam w upatrzonym kierunku. Do tej pory wychodziłam z założenia, że budynek kościelny może służyć tylko i wyłącznie do jednego celu, a mianowicie do modlitwy. A tu, w przykościelnym ogrodzie, przy wiklinowych stolikach siedzą ludzie. W najlepsze popijają kawkę, chłodne piwko, winko. Przegryzając ciasteczka i smakowicie wyglądające torciki, oddają się lekturze. Nie jestem gorsza. Zajmuję pasiasty leżak i wystawiam twarz do słońca. Zamawiam tort czekoladowy z kandyzowanymi wiśniami oraz espresso.
Życzy sobie Pani jakąś książkę do czytania? – pyta, obuta w glany kelnerka z pękiem kolczyków w uchu.
Książkę? – pytam zdezorientowana.
Tak. Mogę coś przynieść z naszej księgarni. Jak się Pani spodoba, to dopiszę do rachunku – jej pomalowane czarną szminką usta rozciągają się w sympatycznym uśmiechu.
A więc w kościele za moimi plecami mieści się teraz kawiarnio – księgarnia? Co kraj, to obyczaj.
Nie dziękuję. Mam swoją lekturę – palcem wskazuję na leżący na moich kolanach przewodnik. C.D.N.

P1020020

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *