P1010172

Wyjazd zorganizowany? O rany….

Czy ktoś z Was doświadczył kiedyś podobnego „szczęścia” w podróży 😉

GRECJA    Po trzech godzinach od wylądowania udało nam się wreszcie opuścić lotnisko w Salonikach. Nigdy nie przypuszczałam, że może to przysporzyć aż takich trudności. Rozszalały tłum turystów, w zetknięciu z wakacyjną rzeczywistością, okazał się być bardzo niebezpieczny. W starciu z nim odniosłam kontuzję kostki i podarłam spódnicę, usiłując dogonić grubego niemieckiego emeryta, który w ferworze wszechobecnego szczęścia i radości, że wreszcie „rzucili” bagaże, chciał „ukraść” moją walizkę. Dopadłam go, odebrałam swoją własność, wyswobodziłam dłoń z jego mokrego uścisku i spokojnym już krokiem ruszyłam w stronę pilota wycieczki. Drobny chłopczyna, jak na mój gust zdecydowanie niedożywiony, stał w towarzystwie innych pilotów wycieczek i cierpliwie czekał, aż jego podopieczni przejdą przez wszystkie kontrole. Jednak im więcej turystów zaczynało pokonywać ostatnie przeszkody, stojące na drodze do ich upragnionego urlopu, tym bardziej opiekunowie zaczynali się denerwować. Stali tylko w siódemkę w holu przylotów, do obrony mając jedynie tekturowe tabliczki z nadrukowaną nazwą biura podróży. Pot zraszał ich skronie, a  strach i niepewność, jak poradzą sobie z nową bandą wycieczkowiczów, wzrastała z minuty na minutę. Z naprzeciwka zaczynał się niebezpiecznie szybko zbliżać tłum już niezadowolonych. „Hej, ty w krawacie, nie ma mojej walizki!” krzyczał młody mężczyzna, który wyraźnie cierpiał na brak szyi, a z postury przypominał King Konga. „Czy ktoś widział moją Olę, ma tylko pięć lat!” niepokoiła się młoda kobieta z rozwianym włosem i paniką w oczach. „Boże, Boże Stasiu, z którym biurem podróży tu przylecieliśmy?” martwiła się starsza pani, przypominająca zasuszoną staruszkę z poprzedniego stulecia. „Kamil, ty gamoniu, mówiłam ci tysiąc razy, że źle ciągniesz i zobacz co zrobiłeś. Urwałeś kółeczko. Tatuś miał rację mówiąc, że powinnam wybrać Krzysia!” dąsała się sylikonowa piękność. Stałyśmy z mamą nieco z boku i najpierw z lekkim rozbawieniem, później z lekką obawą patrzyłyśmy na rozwój wypadków i prezentację kolejnych indywiduów. A co będzie, jeśli któreś z nich zamieszka obok naszego wspaniałego apartamentu? Koniec świata!

P1010155

A miało być tak pięknie ;)

Apartament …. jak to łatwo powiedzieć
Nasz apartament znajduje się na skraju miasteczka, w niedokończonej willi, na ostatnim piętrze. W prospekcie biura podróży, które kazało sobie zresztą słono zapłacić za grecką przygodę, lokum to wyglądało bajecznie. Widok na morze, przestronna sypialnia, TV, łazienka z wanną i słoneczna kuchnia, nie wspominając już o sporych rozmiarów tarasie.  Rzeczywistość, której właśnie stawiałyśmy czoło, prezentowała się zdecydowanie, ale to zdecydowanie inaczej. Maleńka kuchnia z niewielkim okienkiem, sypialnio-salon i łazienka razem z wc oraz szalenie dekoracyjną tekturową tabliczką z napisem w trzech językach: „Papierki do dupne wrzucać do kubełka.” Zamiast tarasu mamy niezwykle długi i okropnie wąski balkon, z którego roztacza się widok na … góry. Aby ujrzeć upragnione morze należy wychylić się niebezpiecznie daleko przez barierkę i spojrzeć w lewo, między czerwone dachy willi, pensjonatów i hoteli.
W katalogu wyglądało to troszkę inaczej – słyszę udręczony głos mamy –  Gdzie jest, u diabła, mój taras z niewiarygodnym widokiem, o którym nieustannie trajkotała ta pannica w biurze podróży? No cóż kochana mamusiu, zdaje się, że właśnie tak wygląda robienie w balona złaknionego słońca turystę.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *