DSC04907

Krymskie opowieści cz.I

KRYM    Jest trzecia nad ranem. Pociąg wyraźnie zwalnia, by po dłuższej chwili całkowicie się zatrzymać. Przespałam zaledwie godzinę, choć trudno tu mówić o śnie, gdy leży się na twardej, sześćdziesięciocentymetrowej desce, obciągniętej pseudo-skórzanym materiałem. Z dolnej kuszetki dochodzą do moich uszu odgłosy chrapania. Klimatyzacja włącza się i wyłącza co pół godziny. Nagle tuż przy mojej głowie rozlega się pukanie w okno. Unoszę się niechętnie, odsłaniam zasłonkę i widzę roześmianą twarz mojego męża, Maćka. Na migi pokazuje mi, że mam do niego wyjść. No nie, przecież dopiero co wdrapałam się na tę karkołomną konstrukcję, udającą kuszetkę… Schodząc, a raczej mało zgrabnie spadając na posłanie poniżej, budzę Ksenię.
– Co się tak wiercisz?
– Chodź, Maćko znalazł coś ciekawego…

Dworcowy karnawał
Czy to wszystko dzieje się naprawdę? Widok jest surrealistyczny, jakby żywcem wyjęty z filmów Felliniego czy Kusturicy. Stoimy na malutkiej stacyjce, gdzieś na Ukrainie, pomiędzy Lwowem a Odessą. W pobliżu nie widać żadnych zabudowań, a mimo to na peronie jest pełno „tubylców”. Girlandy kwiatowe z kolorowego papieru dekorują mały, drewniany budyneczek dworcowy. Rozstawione są kramy, stragany i grille. Zapach pieczonych szaszłyków drażni mój nos. Za dolara dostaję ogromną porcję wspaniale przyrządzonego i upieczonego mięsiwa, a do tego setkę wódki. To taki zestaw, dwa w jednym.
– To będą chyba najlepsze wakacje w moim życiu – śmieje się Maciek.
Kobieciny różnego wzrostu, postury i wieku sprzedają z wiklinowych koszy suszone i wędzone ryby, sery, malutkie pierożki i dmuchane bułeczki. Nie brakuje też samogonu i wina domowej roboty. Po peronie biegają roześmiane dzieci, które próbują namówić podróżnych do kupna plastikowych kogucików–gwizdków. Konduktorzy w szeroko rozpiętych koszulach witają się z niektórymi „tubylcami”, jak ze starymi znajomymi. Piją jedną setkę za drugą. Na jedynej latarni, która świeci pomarańczowym światłem, umieszczony jest głośnik, do którego ktoś podłączył stary magnetofon. Wśród zgrzytów i trzasków, słychać ckliwy, melancholijny głos śpiewającej kobiety. Siadam na pustej skrzynce i z zachwytem obserwuję przesuwające się przed moimi oczami obrazy.
–Tu tak jest raz w tygodniu –odzywa się brodaty mężczyzna w konduktorskiej czapce, ale bez koszuli – Z tego, co zarobią tego wieczoru, żyją cały następny tydzień.
Po godzinie ruszamy dalej. Jest czwarta nad ranem i jak poinformowała nas, rządząca tu twardą ręką, „wagonowa” nie ma już sensu się kłaść.
–O piątej robię pobudkę, dziesięć minut później roznoszę kawę i herbatę, a o szóstej stajemy w Odessie. Siedzimy więc na korytarzu i skubiemy ogromną kiść drobniutkich winogron, którą kupiliśmy na chwilę przed odjazdem, od starej i zgarbionej babci. Obiecywała, że nigdy jeszcze nie jedliśmy tak wspaniałych owoców. Prezentowały się raczej licho, ale wystarczył jeden kęs, byśmy zmienili o nich zdanie. Soczyste, słodkie, niebiańskie. I właśnie w tej samej chwili, gdy delektujemy się ich smakiem, niespiesznym truchtem mija nas, jakby nigdy nic, biały kundel, którego widzieliśmy wcześniej na peronie. Pasażer na gapę, ale sądząc po minie – zdecydowany recydywista.

DSC05488

Odessa wita ;)

Na wagzale
Dworzec kolejowy w Odessie przypomina mrowisko, nad którym czuwa z jednej strony czerwona gwiazda, a z drugiej sierp i młot. Wszyscy dźwigają ogromne torby, walizki i pudła przewiązane sznurkami. Choć jest jeszcze wcześnie, słońce świeci już ostro. Z plecakami na ramionach wypadamy z wagonu, wprost na zatłoczony peron. Pod masywnymi murami budynku dworca siedzą na ziemi lub bagażach podróżni, czekający na swoje pociągi.
– Potrzebujecie noclegu? U mnie tanio, dziesięć dolarów – zaczepia nas starszy, krzepki mężczyzna.
– Daleko od centrum?- pyta Ksenia po ukraińsku.
– Pięć minut drogi stąd, nad samym morzem – odpowiada mężczyzna.
– Super, ale potrzebujemy noclegu tylko na jedną noc – wyjaśniam uczciwie.
– A to nie jestem zainteresowany – i odchodzi pospiesznie, zostawiając nas samych.
Mamy problem. Po dziesięciu minutach okazuje się, że nasza oferta nie wzbudza u nikogo zainteresowania. Zrezygnowani wracamy do środka klimatyzowanego dworca, który spokojnie mógłby uchodzić za hall muzeum lub galerii – marmury, rzeźby, kryształowe lustra, a wśród tego przepychu okutane w przaśne chusty kobiety i ubrani w dresy mężczyźni. Po dłuższej chwili staje koło nas znajomy z peronu.
– Lepsi klienci mi się nie trafili więc jak chcecie, dam wam pokój. Ale za piętnaście dolarów.
I nie czekając na odpowiedź, zdecydowanym krokiem kieruje się w stronę wyjścia. Łapiemy plecaki i pędzimy za nim. Zamiast do samochodu idziemy na przystanek autobusowy i przez piętnaście minut czekamy na nasz autobus. W środku pojazdu panuje zaduch i ścisk niemiłosierny. Stalowa ścianka, do której jestem przyciśnięta mocno się nagrzewa i parzy boleśnie w łydkę. Po piętnastu minutach przypominamy cichutko, że miało być pięć minut drogi od dworca.
– A spieszy się wam gdzieś?
Po kolejnych dziesięciu minutach wysiadamy. Naprzeciwko nas pysznią się dumnie wyprostowane komunistyczne wieżowce. Stoją w szeregu, a u ich podnóży leżą płasko przy ziemi rozłożone drewniane chatki, betonowe wille i ogródki działkowe. Gdzieś, hen na horyzoncie majaczy błękitna tafla Morza Czarnego. Idziemy raczej wiejską, a nie miejską uliczką, wzdłuż parterowych, góra jednopiętrowych domków. Nasz gospodarz otwiera furtkę i wchodzimy do ogrodu.
– Wejście od frontu jest dla domowników. Wejście dla was jest z tyłu, po schodach na górę.
Wchodzimy gęsiego na górę, na balkon, z którego wąski korytarzyk prowadzi do dwóch pokoików.
– Ten na lewo jest wasz. Kanapa i tapczan.
Na środku pokoju rozrzucone są walizki i tobołki. Pod ścianą stoi pianino i pralka. Przez szeroko otwarte okno wpada do pomieszczenia chłodny wiaterek.
– W ogrodzie jest wygódka. Tylko musicie mieć swój papier. Obok wygódki jest prysznic. Woda w baniaku pod wieczór powinna być już ciepła. Pasuje?
A mamy inne wyjście? To tylko jedna noc. Damy radę.

DSC05004

Dworzec kolejowy w Odessie ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *