DSC05049

Krymskie opowieści cz. V – Miasto kamiennych schodów

KRYM   Okazuje się, że jedynym mankamentem Ałupki są liczne schody. Codziennie rano biegamy z ręcznikami, arbuzem, melonem i wodą na kamienistą, dziką plażę. Przez gęsto zarośnięty egzotycznymi roślinami i drzewami pałacowy park, po schodach, wzdłuż nadmorskiej „promenady”, w bok w krzaki i wreszcie po ogromnych głazach schodzimy na nasz idealnie płaski kamień, położony tuż nad samą wodą. Nie ma sensu ani warunków na stopniowe zanurzanie się. Temperatura wody jest idealna. Bez zbędnych ceregieli od razu wskakujemy w jej lazurowe głębie. A trzeba zaznaczyć, że na dzikich plażach, takich jak nasza, nie ma mowy o płyciznach – z miejsca kilka metrów głębokości, choć przejrzystość wody sprawia, że można odnieść mylne wrażenie. Błogie lenistwo! Istny raj! Tak nam mija kilka pierwszych dni pobytu.

DSC05084

Nasz kamień od strony morza ;)

Najgorzej czujemy się późnym popołudniem, gdy musimy opuścić „nasz” kamień i wspiąć się po głazach i schodach do domu. Po drodze robimy tradycyjnie już kilka przystanków. U Saszki, wprost z samochodu, kupujemy świeżutką, wędzoną rybkę. Ze sterty kulistych, zielonych arbuzów i żółtych melonów, leżących wprost na ulicy w niewielkich stosach, wybieramy te, które po puknięciu wydają pusty dźwięk. U Swietłany zaopatrujemy się w cienkie, okrągłe chlebki pita, orzechy, pestki pini i chałwę. Na straganie u młodej Tatarki kupujemy wspaniale pachnące sałatki z wodorostów, słodkie i soczyste pomidory, a do nich dwie główki czerwonych, wybornych cebul, które można spotkać tylko na Krymie – lokalna specjalność. Ostatni przystanek robimy w kawiarni z drewnianym tarasem, na głównym placu miasteczka, na którym stoi pomnik Lenina. Tu zatopieni w wiklinowych fotelach popijamy gęstą jak smoła kawę i oddajemy się teatralnym rozrywkom. Przynajmniej raz na kilka dni pod czujnym wzrokiem odlanego z metalu wodza narodu, odbywają się różnego rodzaju występy – od amatorskich teatrów, po dość wyzywające popisy taneczne lokalnej grupy chirliderek, które w kusych spódniczkach i obcisłych bluzeczkach kręcą pupami ku uciesze gawiedzi.

DSC05360

Przedstawienia pod pomnikiem Lenina to normalka ;)

Pałac hrabiego Woroncowa
To największa atrakcja Ałupki. Położony w centrum miasta przyciąga tłumy turystów. Zaprojektowany przez angielskiego architekta, Edwarda Blore’a, wybudowany został w XIX wieku i do dzisiejszego dnia zaskakuje zwiedzających mnogością stylów architektonicznych. Każda część budowli przypomina bowiem inną epokę; od elementów zamku feudalnego, poprzez styl elżbietański i neogotycki, łączący się z elementami orientalnymi.

DSC05012

Góry, morze i wspaniała przyroda 😉 czego chcieć więcej?

DSC05045

Pałac Woroncowa…

DSC05048

Gdzie atrakcje tam i turyści…

W pałacu znajduje się aż 150 komnat, z czego zwiedzać można zaledwie kilka. Na mnie największe wrażenie robi nie paradny gabinet, Salon Błękitny czy bogata w księgozbiór biblioteka, ale ogród zimowy z fontannami i galerią marmurowych rzeźb. Z pałacowych tarasów roztacza się niezwykła panorama na najbliższą okolicę, ponad 40 – hektarowy park i Morze Czarne. Co ciekawe, w czasie Konferencji Jałtańskiej to właśnie tu mieszkał Winston Churchill.

DSC05049

Z pałacowych ogrodów roztacza się wspaniały widok.

DSC05063

Chwilo trwaj wiecznie ;)

Przy każdej ogrodowej rzeźbie i klombie pozują tlenione blondynki, dość obcesowo uwydatniające biusty i pupy. W nienaturalnie szerokich uśmiechach połyskują mniej lub bardziej białe ząbki. Co ciekawe, każda z nich trzyma w dłoni kiść winogron, którą unosi do ust lub zawiesza tuż nad głową.
– Zdjęcie z winogronkiem? – nie jesteśmy w stanie powstrzymać się od uśmieszków.
– A wiecie, że tam w dole jest nasz kamień? – Maćko zostaje na ławce, a ja idę z Ksenią, by zrobić kilka zdjęć cudownej linii nadbrzeża.
Wracając do opuszczonego na moment męża, już z daleka widzę, że coś jest nie tak. Maciek siedzi na ławce ze spuszczoną głową i nieobecnym wyrazem twarzy. Dostał porażenia słonecznego, czy co?
– Co się stało? – pytam lekko zaniepokojonym głosem.
Co się stało? – odpowiada głucho. – W pewnym momencie jeden facet wszedł w kadr drugiemu, który akurat robił zdjęcie z winogronkiem swojej żonie. Na tle pałacu zresztą. Doszło do wymiany zdań, po czym jeden z nich podszedł do mnie, wcisnął mi do ręki swój aparat fotograficzny, powiedział „Dzierżyj malczyk”, po czym dał po pysku temu drugiemu, który osunął się na ziemię. Odebrał aparat, zabrał żonę i najnormalniej w świecie odszedł. Nikt nie reagował…
– Może tutaj panuje taki zwyczaj? Trzeba pamiętać, aby nikomu nie wejść w kadr!

DSC05054

Maćko po konfrontacji z turystami zza wschodniej granicy ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *