142

Buchara – codzienne życie

UZBEKISTAN   Włócząc się starymi uliczkami Buchary mija mnie od czasu do czasu kolejny stary samochód, wypchany po brzegi tubylcami. To lokalny „autobus”, w którym ścisk panuje niemiłosierny, a na tylnym siedzeniu można doliczyć się nawet siedmiu głów. Nikt się nigdzie nie spieszy. Każdy ma czas na krótką pogawędkę z przypadkowo spotkanym sąsiadem. To, co przyciąga jednak najbardziej mój wzrok, to sposób ubierania się miejscowych. Kobiety wyglądają tak, jakby dopiero co wstały z łóżek i jeszcze w szlafrokach w kolorowe ciapaje lub kwiatki, w bamboszach na stopach, wyszły do sklepu po drobne sprawunki. Moja mama w podobny sposób wspomina poranki na przedmieściach Londynu, gdy na początku lat 70. ubiegłego wieku pojechała z Chórem Uniwersytetu Warszawskiego na międzynarodowy konkurs do Anglii (zajęli tam wówczas drugie miejsce). Uzbeckie kobiety, w przeciwieństwie jednak do Angielek, które wczesnym popołudniem robiły sobie staranny makijaż i zamieniały podomki na garsonki, noszą swoje oryginalne szlafroki przez cały dzień. I szczerze muszę przyznać, że nie jest to najatrakcyjniejsza moda. Starzy mężczyźni z kolei chodzą w tiubitejkach na głowach, z groźnie długimi, siwymi brodami, sprawiając wrażenie dziwnie surowych. Młodzi natomiast z gęstymi, kędzierzawymi włosami, pięknymi wąsami i wilgotnymi, migdałowymi oczami, wprawiają w lekką zadumę.

139

Mieszkanka Uzbekistanu :)

138

Spotkanie rodzinne na miejskim placu? Czemu nie ;)

149

Kobiety w Uzbekistanie żyją z dnia na dzień.

156

Świeża, krojona marchewka? Kto ma ochotę?

176

Szybki lunch? Zapraszamy.

Spacerując po Bucharze zaglądam do medres, meczetów, minaretów i chłonę swoistą, niepowtarzalną atmosferę, którą tworzy rozłożony na ulicach bazar wschodni z całą swoją kolorystyką i folklorem. Usypane stosy orzechów ziemnych, rodzynek, daktyli, fig, cytryn, winogron, arbuzów plus niezmiennie, wprost papuzio kolorowe, słodycze wschodu. Egzotyczne są również uliczne herbaciarnie, rozłożone pod wspaniałymi, ogromnymi lecz mało zielonymi drzewami. Na wystrój takiej herbaciarni składają się niewielkie, malowane na niebiesko, drewniane „łoża”, usłane kolorowymi dywanami, na których się siada, oczywiście po turecku. Na środku każdego z nich stoją maleńkie stoliki na krótkich nóżkach, a na nich filiżanki-miseczki i śmieszne czajniczki z zaparzoną w nich herbatą. Popijając cierpki napój, wspominam legendę, opowiedzianą mi kilka godzin temu przez starego Uzbeka. O pięknej żonie jednego z chanów bucharskich, która została skazana przez swojego zazdrosnego męża na śmierć. Postanowiła się ratować i wybłagała, by pozwolił jej skoczyć z wieży minaretu. Zastrzegła jednak, że małżonek daruje jej życie, jeśli upadek nie zabije nieszczęsnej ofiary. Ubrała się we wszystkie swoje suknie oraz spódnice i skoczyła z wieży, a raczej z niej …. sfrunęła jak na spadochronie, unoszona przez materiał wydymany powietrzem. Obserwując współczesne kobiety mieszkające w Uzbekistanie, dochodzę do wniosku, że mało się w ich hierarchii społecznej zmieniło. W tym świecie mężczyzn, kobiety nadal muszą sobie radzić, posługując się babskim sprytem i inteligencją.

186

Stare miasto i stare samochody…

185

Kolorowe, ręcznie tkane dywany i pledy. To świetny pomysł na pamiątkę z podróży.

171

Lokalny bazar czyli mydło i powidło.

157

Tak też można przewozić arbuzy…

145

Uliczki starego miasta czasem przypominają plac budowy.

135

Po co marnować czas, pora na grę :)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *