185

Podróż w czasie

UZBEKISTAN   Aby dotrzeć do Chiwy, najbardziej egzotycznego miasta na uzbeckim szlaku, muszę pokonać pustynię Kyzył – kum. Droga nie jest łatwa i zajmuje prawie cały dzień. Za oknem monotonny krajobraz: piach, wydmy, wydmy, piach, i od czasu do czasu, na poboczu, dumnie przechadzający się samotny wielbłąd. Podczas jednego z przystanków na przysłowiowe siusiu  (panie na lewo, panowie na prawo), na kompletnym pustkowi, bez ani jednego krzaczka, dostrzegam za ogromną wydmą zarys jakiegoś domostwa. Wiedziona kobiecą ciekawością, pokonuję piaszczyste wzniesienie i podchodzę trochę bliżej „zabudowań”. Z lewej strony stoi mały blaszany kontener, z którego farba zeszła lata świetlne temu, strasząc teraz złuszczającą się niczym spieczona skóra rdzą. Obok kontenera stoi zdezelowany motor, przy którym klęczy mężczyzna. Po prawej stronie pyszni się ogromny namiot, wykonany z ciężkiej, brązowej tkaniny, a może skóry? Trudno stwierdzić z tej odległości. W jego wejściu stoi kobieta w białej chuście na głowie i z małym dzieckiem na rękach. Pomiędzy domem a garażem, uwiązany na łańcuchu do wbitego w piach pala, szczeka dość dużych rozmiarów pies. Ot i całe gospodarstwo, ni mniej ni więcej. Mieszkają tu na stałe? Czy może przenoszą się co pewien czas ze swoim domostwem? Okolica raczej nie sprzyja prowadzeniu wygodnego życia.

239

Dom na pustyni :)

236

W tym domostwie, pośrodku pustyni, mieszka pięcioosobowa rodzina :)

229

Trzydziestoletnia mama ze swoją średnią pociechą…

228

Rodzeństwo :)

Stare miasto, serce Chiwy, otoczone jest osiedlami małych, białych domków i lepianek, sprawiających wrażenie raczej slumsów, niż tętniących życiem dzielnic miasta. Ten obrazek  pozostaje jednak za murami, które szczelnie ogradzają bajeczne centrum, wprawiające w nieustanny zachwyt i podziw. To tu właśnie mieszkał Chan ze swoją rodziną, nałożnicami, duchowieństwem, dworzanami i bogatymi kupcami. Mijam wspaniałe meczety, medresy, haremy i domy mieszkalne. Dochodzę do głównej drogi, przy której stoi, bogato zdobiona błękitno-zieloną glazurą, olbrzymia, gruba wieża. To niedokończony minaret o przeszło czternastometrowej średnicy przy podstawie. Razem ze stojącą obok medresą miał być, według zamierzenia Chana, największą sakralną budowlą w Azji Środkowej. Niestety, dzieło nie zostało ukończone, gdyż pomysłodawca zginął na wojnie. W chwili obecnej mieści się tu hotel z przestronnym dziedzińcem i małymi pokoikami – celami.
Dziedziniec medresy-hotelu wyłożony jest ogromnymi kamieniami, o płaskiej i wydeptanej przez ludzi powierzchni. Wąskimi schodami wchodzę na drugie piętro i nieco szerszym tarasem wewnętrznym idę w stronę przydzielonego mi pokoju. Nad drzwiami wejściowymi pyszni się kolorowy witraż, dzięki któremu, po białych ścianach pokoju snują się kolorowe cienie. W mojej „celi” nie ma okna. Światło do wnętrza pokoju wpada jedynie przez otwarte drzwi wejściowe do łazienki oraz ciągnący się u góry sufitu, na całej długości ściany, drugi witraż. Z łazienki wychodzę na maleńki balkonik, z którego roztacza się widok na okalające stare miasto mury.

245

W drodze do Chiwy – „zajazd” pośrodku pustyni.

255

Przydrożny grób…

2 comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *