F1000028

Pod słońcem Egiptu – Wyścig

Za niecałe trzy godziny mamy stawić się przy fontannie, z pieniędzmi, paszportami i czymś do jedzenia. Jest dwadzieścia po dwunastej w nocy. Wszystkich nas zjadają nerwy i strach. Czy aby na pewno dobrze robimy? Czy to nie czyste szaleństwo? I to dla kilkudziesięciu parszywych dolarów. Nie ma już jednak odwrotu, klamka zapadła, kobyłka u płotu. Nie możemy usiedzieć w jednym miejscu. Schodzimy więc ze statku i ruszamy w miasto. Czas do umówionego spotkania mija nam na robieniu zakupów i prędkiej kolacyjce w jednym z miejscowych lokali. O trzeciej dziesięć jesteśmy z powrotem na placu koło fontanny. Z oddali dochodzą nas głosy rozbawionych turystów i miejscowych. Z ciemnej alejki wyłania się, szybko sunąca w naszą stronę, zakapturzona postać. Hasło, odzew i już idziemy w stronę nieoświetlonego parkingu.
Jest nas siedmioro: cztery kobiety i trzech facetów. Nie czujemy się pewnie, nerwowo rozglądamy na boki. Podchodzimy do minibusa, krótkie uprzejmości i wsiadamy do środka. Drzwi zasuwają się z łoskotem. Łatwo im z nami poszło. Dopadają nas wątpliwości. Co będzie jak nas porwą, przecież nawet nie będziemy wiedzieć, czy jedziemy w dobrym kierunku, a do granicy z Sudanem zaledwie pięćset kilometrów. A co jeśli zostawią nas na środku pustyni?  Ruszamy. Powoli mijamy kolejne ulice. Mam wrażenie, że jeździmy w kółko. Zatrzymujemy się obok baru, w którym wcześniej, tego samego wieczora, jedliśmy kolację. Pełno tu miejscowych. Pojawia się nowy kierowca, który dowozi nas do kolejnej knajpy, aby tam oddać nas w ręce następnego rajdowca. I tak trzy razy. Nasz strach narasta, a adrenalina sięga zenitu, gdy ponownie wyjeżdżamy na główną drogę koło nadbrzeżnej promenady. Na Nilu majaczą znajome kontury cumujących statków. Powoli dojeżdżamy do ogromnego korka. Stoją w nim samochody osobowe, autokary, minibusy i taksówki. Od czasu do czasu na sygnale przejeżdża wojskowy samochód z działkiem automatycznym na masce. Teraz pojawiają się nowe wątpliwości; czy załapiemy się na pierwszy konwój, czy może będziemy musieli czekać następne dwie godziny na drugi? Ruszamy. Bardzo powoli wtaczamy się na tamę asuańską, aby w chwilę potem, zaraz za miastem, wystartować.
Rozpoczyna się wyścig. Autokary, minibusy i samochody osobowe bez świateł, w prawdziwie egipskich ciemnościach i tumanach kurzu, suną, ostatnią w tym rejonie drogą asfaltową, w głąb pustyni. Po godzinie jazdy wpadamy w burzę piaskową. Nic nie widać, a przynajmniej my nie jesteśmy w stanie niczego dostrzec. Nasi kierowcy suną jednak dalej do przodu. Znają drogę na pamięć? Szósta czterdzieści, a my stoimy przed najwspanialszymi ruinami starożytnego Egiptu. Pomarańczowe słońce muska żółty piaskowiec. Abu Simbel – niezaprzeczalny numer jeden na egipskiej mapie zabytków.

F1000021

Abu Simbel przyprawia o zawrót głowy ;)

F1000024

Maćko przed wejściem do świątyni

F1000025

Niezwykły poranek w Abu Simbel ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *