F1000017

Pod słońcem Egiptu – Z Komo Ombo do Edfu

Około 18-tej, tak jak rozkazał nasz wycieczkowy oprawca, stawiamy się w recepcji w kompletnych strojach, kapelusikach lub czapkach na głowach, okularach przeciwsłonecznych na nosach i z nieodzownymi aparatami fotograficznymi przy boku. Ruszamy ku kolejnej przygodzie. Jeden statek, drugi, trzeci, czwarty i nareszcie stawiamy stopy na nadrzecznej promenadzie w Komo Ombo. Tłok jest straszliwy, plątanina ludzkich ciał i języków, liczne stoiska z koralikami i kiczowatymi pamiątkami, tysiące sprzedawców, wciskających w ręce turystów co i rusz nowe towary. Dzięki naszemu szalonemu przewodnikowi szybko wysuwamy się jednak na prowadzenie. Niemiecką grupę bierzemy z lewej, angielską z prawej, a japońską, z racji na malutki wzrost, mijamy środkiem, choć mam wrażenie, że zaraz padnie komenda: skakać ponad ich głowami. Przy kasach dzieją się takie sceny, jak przy otwarciu nowego sklepu, w którym pierwszych pięć osób ma dostać plazmowy telewizor za darmo.

F1000005

Świątynia Horusa w Komo Ombo.

Świątynia Horusa, poświęcona jest krogulcowi – Horusowi i krokodylowi – Sobekowi. Położona nad brzegiem Nilu, w piaszczystym zakolu, w którym niegdyś wygrzewały się w słońcu krokodyle, wygląda wspaniale. Wchodzimy do środka, a nasza wędrówka przypomina nieustanną walkę o przetrwanie i jak najdłuższe utrzymanie się przy podziwianym właśnie obiekcie. Żółwim tempem, stopa za stopą, mijamy kolejne płaskorzeźby z czasów Ptolemeusza XII. Zachód słońca oblewa pomarańczowym światłem połamane kolumny i ruiny zwiedzanej świątyni. Po paru minutach złocista poświata zostaje pochłonięta przez czarną jak smoła noc. Komo Ombo żegna turystów nastrojowo podświetlone żółtymi, niebieskimi i czerwonymi światłami.
Muszę przyznać, że na zapowiedzianą przejażdżkę dorożkami w Edfu czekałam od początku rejsu. Wydawało mi się to bardzo romantyczne: nad brzegiem Nilu wsiadamy do powozów zaprzężonych w narowiste rumaki, które dowożą nas do świątyni. No cóż, wyszło podobnie, jak z widokiem za oknem. Na nadbrzeżu i owszem czekają na nas dorożki, ale bynajmniej nie te z moich snów. Dorożki obdrapane, z rozprutymi gdzieniegdzie budami, zakurzone i mocno zużyte. Jednak ich stan jest niczym, w porównaniu z chudymi, brudnymi, pokaleczonymi i zaniedbanymi szkapami. Z bólem serca wsiadam do pojazdu, a „stangreta”, za każdym uderzeniem jego bata i okrzykiem „Ferrarii!!!”, mam ochotę rozrywać na strzępy. Zła, wręcz wściekła i bliska wywołania konfliktu międzynarodowego za tak bestialskie traktowanie zwierząt, wyskakuję z dorożki jak oparzona. Moją wściekłość dodatkowo podsycają nieświadome niczego, beztroskie Niemki, które, każda ważąca po 120 kg, siedzą we cztery w jednej dorożce i szczerząc się bezmyślnie do wszystkich dookoła, namawiają woźnicę do szybszej jazdy.
Mimo złych początków świątynia Horusa w Edfu, która zachowała się w stanie niemal idealnym, okazała się istną skarbnicą wiedzy. Jej ściany, to nic innego, jak księgi mitologii i geopolityki, a liczne, wyryte na nich płaskorzeźby w bardzo plastyczny sposób przedstawiają różnorakie święta i wydarzenia historyczne. Przy głównych drzwiach pysznią się natomiast wyrzeźbione w granicie królewskie krogulce, broniące wstępu do świętego miejsca.

F1000020

Świątynia Horusa w Edfu :)

F1000014

Kolejna odsłona świątyni Horusa w Edfu.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *