F1000029

Pod słońcem Egiptu – Kawiarnia na świeżym powietrzu

Jesteśmy po kawie i ciasteczku, gdy dobijamy do jednego z przycumowanych już do brzegu w Eśnie statków.
Kto ma ochotę, może spacerować. Dwie godziny casa wolnego – pada komenda naszego wycieczkowego kata.
Pierwsze, co, po zejściu na ląd, rzuca się w oczy, to wszechobecny brud i bieda, która aż piszczy. Główna ulica jest wąska. Odchodzą od niej, w głąb miasta, jeszcze bardziej wąskie, piaszczyste uliczki. Na miejscowym bazarze, przykrytym od góry blachą falistą, w sklepach i na stoiskach sprzedaje się te same wyroby, co w Kairze i Asuanie. Ceny zbliżone, choć w Eśnie jest może trochę taniej. To, co jednak wyróżnia to miejsce od innych, to przede wszystkim ludzie, tubylcy, wśród których nie czułam się już tak bezpiecznie, jak w innych miejscach Egiptu. Im bardziej w głąb bazaru, tym straszniej. Uliczki zaczynają przypominać slamsy, a mijani przechodnie nie uśmiechają się miło, tylko patrzą spode łba.

F1000026

Bazar w Eśnie.

F1000028

Lokalna kawiarnia :)

Jednak na uwagę zasługują tu, jedyne w swoim rodzaju, „kawiarenki” na świeżym powietrzu. Na takie właśnie miejsce trafiamy w jednej z bocznych, wąskich uliczek, odchodzących od głównej arterii bazaru. Właścicielem tego swoistego obiektu jest stary, pomarszczony i bezzębny dziadek w długiej sukni i turbanie na głowie. Uśmiechając się pustymi ustami,  serdecznie zaprasza do chybotliwego stolika, na rozklekotane zydelki. Nie mamy sumienia odmówić. Starając się utrzymać równowagę na mało stabilnym siedlisku, przyglądam się, jak uroczy dziadek zaparza dla nas kawę. Blaszany kubeczek po poprzednim kliencie zanurza w małym wiaderku z lekko brunatną wodą, po czy przeciera go od niechcenia ścierką, a raczej mocno zużytą szmatą. Do cynowego garnuszka wsypuje czarną sproszkowaną substancję, po czym z plastikowego, mocno zużytego karnistra dolewa wody i stawia na maleńkim palenisku, aby się zagotowała. Pokazując na migi pyta, czy mamy ochotę na sziszę? Ja oczywiście mam, ale pożółkły ustnik nie zmieniany chyba od zarania dziejów, odwiódł mnie od tego szalonego zamiaru. Zaprzeczam, energicznie kręcąc głową. Po kilku chwilach gotująca się woda zaczyna bulgotać, a dziadunio sięga po blaszany kubek i przelewa do niego zawartość garnuszka. Stawia przede mną, o dziwo, wspaniale pachnący czarny napój. Wypić czy nie? Gdybym nie była świadkiem przygotowywania kawy, na pewno, zniewolona jej zapachem, wypiłabym ją bez namysłu, nie licząc się z późniejszymi, pewnie bardzo przykrymi, konsekwencjami. Na szczęście lub nieszczęście widziałam cały proceder od początku do końca i nie jestem w stanie się przełamać. Korzystając z chwili nieuwagi dziadka, który odwrócił się do kolejnego, tym razem miejscowego klienta, wylewam wspaniale pachnącą zawartość kubeczka. Rachunek, napiwek, uścisk dłoni starca na pożegnanie i powrót na statek.

F1000029

Matka z córką. Czy tylko mi się wydaje, czy może Wam też, że spojrzenie tej dziewczynki jest bardzo dorosłe i smutne…

Śluza w Eśnie
Przeprawa przez śluzę w Eśnie jest nie lada przeżyciem. Od brzegu, a raczej od innego statku zacumowanego przy brzegu, odbiliśmy ponad godzinę temu i niczym samolot, gotujący się do startu, „kołujemy” na pasie. Oprócz nas, na środku Nilu „kołują” jeszcze inne statki, z których każdy gotowy jest do stoczenia krwawej walki o pierwszeństwo przepłynięcia. Pływające hotele przypominają agresywną grupę krokodyli, gotowych w każdej chwili rzucić się na swoją ofiarę. Po kilku minutach dochodzi do pierwszej, na szczęście niegroźnej, kolizji. Turyści tłumnie wylewają się na górne pokłady. Ich ciekawość szybko zmienia się w energiczny doping dla członków załogi, zwłaszcza, gdy rozchodzi się informacja, że trzeba być w pierwszej piątce pokonującej śluzę, inaczej bowiem zajmie nam to całą noc. Przy brzegu nie ma już ani jednego statku, za to na Nilu panuje niesamowity ścisk. Utworzyły się cztery niezależne kolejki, po kilka statków w każdej. „Walczą” o pierwszeństwo. Nasz kapitan nie jest w ciemię bity. Wykorzystuje moment nieuwagi czteropiętrowego pałacu na wodzie i wpycha się przed niego. Statkowe syreny rozbrzmiewają ze wszystkich stron. Jesteśmy trzeci w kolejce, nikt nas już nie wyprzedzi, a o to przecież chodziło.

F1000031

Opuszczamy Esnę i ruszamy w stronę śluzy…

F1000033

Statkowe przepychanki…

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *