DSC02128

Bałkański kalejdoskop – A życie toczy się dalej

Granicę między Chorwacją a Bośnią i Hercegowiną wytycza rzeka Sawa. Późnym popołudniem, gdy dzień chyli się już ku końcowi, wolno i niepewnie wjeżdżamy na most graniczny, przerzucony nad rwącym nurtem rzeki. Na ułamki sekund serce przestaje mi bić
z obawy i strachu przed nieznanym. Ulga i radość, jakiej doświadczam kilka chwil później na widok zupełnie innego świata niż ten, który spodziewałam się ujrzeć, jest niewyobrażalna. Już od połowy drogi przez most widać, że Bośnia różni się od Slawonii. Kolorowe lampki oplecione wokół barierek i betonowych spoiw, radośnie witają nowo przybyłych. Na granicy ruch, przy niewielkiej stacji benzynowej stoi kilka samochodów, a w sąsiedniej restauracji ciężko o wolny stolik. Nie tracimy jednak czasu i kierujemy się prosto na Bania Lukę. Dawno już nie cieszyłam się tak bardzo, na widok mijających mnie co chwila samochodów i motocykli. Wsie i miasteczka pełne są skrupulatnie pracujących na swoich posesjach ludzi. Jedni budują nowe domy, inni naprawiają te, które uległy zniszczeniu podczas wojny.
My nie zapomnieliśmy o minionej tragedii. My pamiętamy, ale nasze dzieci, nasi najbliżsi, muszą żyć i czerpać z tego życia radość, bo życie jest tylko jedno. – Tak mi powiedział jeden z mieszkańców Bania Luki, gdy jeszcze tego samego wieczoru jeździliśmy po mieście, szukając noclegu.

Cenowy zawrót głowy
Bania Luka to drugie co do wielkości miasto w kraju. Niegdyś ośrodek wielonarodowościowy, w którym obok siebie mieszkali Serbowie, Chorwaci i Muzułmanie. Wszystko zmieniła wojna. Ludzie zmuszeni zostali do ucieczki, a cenne zabytki, w tym najcenniejszy – meczet Ferhadija Dzamija, który wpisany był na listę UNESCO, zniszczono w 1993 r. Do miasta docieramy nocą. Bez wcześniejszej rezerwacji i dokładnej mapy, błądzimy wśród słabo oświetlonych uliczek. Centrum Bania Luki stanowi duży plac, wokół którego zlokalizowane są sklepy, kawiarnie, restauracje i kilka hoteli. Łamaną angielszczyzną, uśmiechnięty od ucha do ucha portier informuje nas, że hotel jest w chwili obecnej w remoncie, ale jeśli bardzo nam zależy, dostaniemy apartament z dwoma łóżkami za 50 dolarów od pary. Patrzymy na niego w osłupieniu, po czym, serdecznie dziękując za okazaną pomoc, wracamy do samochodów. Powoli sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Zmęczeni, nie jesteśmy w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o spaniu, a nasz najmłodszy uczestnik podróży, nie ma nawet siły na głośny szloch, wyrażający niezadowolenie i rozczarowanie postawą dorosłych opiekunów. Kolejne hotele i kolejne zaporowe ceny. Zrezygnowani ruszamy dalej. Tuż przy wyjeździe z miasta zatrzymujemy się przy atrakcyjnie wyglądającym motelu, w którym właśnie odbywa się wesele. Sympatyczny właściciel obiektu, o pięknych, sumiastych wąsach, zaprasza nas do środka. Dostajemy dwa pokoje z łazienkami i śniadaniem za 20 dolarów od pary. Toż to cena iście promocyjna.
Padamy zmęczeni na łóżka i dopiero teraz docierają do nas odgłosy imprezy, toczącej się w ogrodzie. Przy wtórze śpiewów, toastów i śmiechów zapadamy w lekką drzemkę.

Najpiękniejsza droga Bośni
Rankiem, po wyśmienitym śniadaniu, czyli resztkach z weselnej biesiady, ruszamy dalej. Dzień jest słoneczny, humory super, a trasa E661, która uchodzi za najpiękniejszą drogę w Bośni, okazuje się rozpoczynać tuż za naszym motelem.
Jest wąska, kręta i niezwykle malownicza. Rzeka Vrbas, płynąca kanionem zatopionym
w morzu zieleni, towarzyszy nam przez całą podróż. Raz po lewej, raz po prawej stronie, opływa wzgórza, miasta i wioski, stwarzając co chwila okazję do okrzyków zachwytu.
Z drugiej strony drogi towarzyszą nam wysokie skały i strome zbocza gór. Jadące przed nami samochody dostawcze zwalniają, by ostrożnie podjechać pod wiszące nad trasą półki skalne, pod którymi mieszczą się dosłownie na styk. My też wciągamy powietrze i z niepokojem patrzymy na przybliżające się skalne ściany, do których „przytulamy się“ w momencie mijania z pojazdem, jadącym z naprzeciwka.
Droga jest urokliwa, spokojna, z fantastycznymi widokami, od których „odpoczywamy“, przejeżdżając ciemnymi i wilgotnymi tunelami, rozrzuconymi po trasie jak rodzynki w babce.

DSC02128

Wspaniałych widoków w Bośni nie brakuje :)

DSC02130

Kolejny tunel, kolejna przygoda :)

DSC02149

Droga E661 – tu nie można się nudzić :)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *