pobrane

Prezenty i … gwiazdkowi chłopcy!

Dzisiaj trochę z innej beczki, ale mam nadzieję, że dość zabawnie. Za kilka dni święta, a jedną z ich atrakcji są prezenty. Właśnie z tego powodu przypomniał mi się pewien drobny epizodzik…
To był naprawdę pracowity dzień, od rana miałam urwanie głowy. Wszyscy, jak na komendę, skrzyknęli się przeciwko mnie i postanowili mieć do mnie jakieś pytania, interesy i zaległe sprawy sprzed kilku tygodni. Gdy po raz piąty zapiszczała moja komórka, wyświetlając numer telefonu Maćka, postanowiłam odebrać.
Czy będziesz dzisiaj w golfie? – padło dziwne pytanie, na które nie byłam gotowa.
Jak to w golfie? O co ci chodzi? – spytałam niezbyt przyjaznym tonem.
Czy będziesz dzisiaj na Wigilii w golfie?
Nie, nie będę w golfie. Zadowolony?
Tak, bardzo, ale wiesz co, nie zakładaj także żadnego szala, ok.
Mam nie zakładać szala? Czy on oszalał?
Słuchaj nie mam czasu, ale o co ci właściwie chodzi z tymi ubraniami?
Chwila ciszy, kilka chrumknięć i cichutki szept.
Kupiłem ci prezent.
Nigdy nie potrafi powstrzymać się przed powiedzeniem, że ma dla mnie jakąś niespodziankę lub podarunek. Informuje mnie o tym w tajemnicy, po czym, po kilku minutach dociekliwego acz cierpliwego wypytywania, uzyskuję pełne dane na ten temat. Tym razem jest tak samo. Po chwili dumnie mówi:
Kupiłem ci prezent na szyję.
I cisza, nic więcej. Rany boskie oszaleć z nim można. Co to może być? Tylko nie szalik, proszę. Może to kolorowe boa z piór? A może, ten zielony szal, który upatrzyłam sobie w Arkadii? Nie, na pewno nie trafiłby sam do tego sklepu. Zero zmysłu orientacji w terenie. Co to może być?
Nie domyśliłaś się jeszcze? Dobrze, powiem. Kupiłem ci cykorie na szyję! – oznajmił to z taką dumą, że dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, co powiedział.
Cykorie? – spytałam niepewnie.
Tak. Piękny naszyjnik, z błyszczących cykorii.
Z wielkim trudem udało mi się zachować powagę, bo oczami duszy widziałam się już w unikatowym naszyjniku z dużych, zielonkawo-żółtych cykorii, które wkrajam do sałatek.
A wiecie, że na Islandii prezenty przynoszą jólasveina, czyli gwiazdkowi chłopcy? Ich tradycja wywodzi się z XIII wiecznych podań o Grýli i jej potomkach. Historia dość mroczna, jak na świąteczną aurę, ale skoro zaczęłam, to skończę. Tylko nie opowiadajcie jej swoim dzieciom, bo nie zasną. Grýla była olbrzymką, która w całej krainie słynęła przede wszystkim ze swoich ludożerczych skłonności, uaktywniających się głównie w okresie adwentu, kiedy to z ogromną przyjemnością polowała na dzieci. To samo zresztą czynili jej liczni synowie i dlatego, gdy u nas niegrzeczne dzieci straszy się rózgą, to na Islandii ludożercami. Co kraj to obyczaj! W każdym razie, z biegiem czasu usposobienie synów Grýli łagodniało. I już w XIX wieku byli tylko złośliwymi złodziejaszkami, którzy w okresie świąt schodzili z gór lub wynurzali się z morza i czynili ludziom drobne szkody. Zgodnie z opisem dziewiętnastowiecznego badacza folkloru islandzkiego Jón’a Árnason’a, który w 1862 roku wydał pracę naukową poświęconą właśnie synom Grýli, było ich trzynastu, m.in. Złodziej Kiełbasek, Oblizywacz Kufli, Świeczkowy Facet.
Dzisiaj gwiazdkowi chłopcy przypominają bardziej duńskie elfy z brodami i w czerwonych szatach. Schodzą z gór kolejno przez 13 dni przed Gwiazdką, a zamiast czynić zło, opowiadają dzieciom bajki, śpiewają i wsadzają im do butów drobne upominki. I co najwyżej zwędzą czasem świeczkę lub kiełbaskę.

frimerki99

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *